piątek, 2 stycznia 2015

Od Tris, CD Toma

Może niektórzy by widzieli w tym jakieś ponure niebo, lub po prostu jakieś zjawisko, ale ja jestem artystką, staram się we wszystkim ujrzeć coś pięknego. Literatura piękna zawsze mnie fascynowała, ponieważ było dużo różnorodnych opisów krajobrazów. Wiele ludzi nic nie widzi w długich opisach, ale dla mnie jest piękne, że można znaleźć tak mnóstwo epitetów, określających dane miejsce. Ale bardziej od literatury fascynuję się malarstwem, rysunkiem. Kocham patrzeć na obrazy mojego ulubionego artysty Claude Monet i jego dzieła, w sumie nie tak lubiane, gdyż impresjonizm nie zgłębia żadnych metafizycznych problemów, nie próbuje nawet przeniknąć poza kolorową powierzchnię codzienności, przeciwnie, skupia się na powierzchowności, ulotności chwili, nastroju, oświetlenia, czy kąta widzenia. Reprezentuje punkt kulminacyjny i zarazem ostatni przejaw wizji malarstwa, zbudowanej na zrębach renesansu, a konkretnie renesansowej perspektywy i wykształconych za jej pomocą nawyków percepcyjnych. Impresjonizm był negatywnie odbierany w XIX wieku, bo to właśnie Claude Monet zaczął malować takim sposobem. Ale jego dzieła jak "Stogi", "Topole", czy "Katedra w Rouen", są po prostu piękne i za każdym razem gdy na nie patrzę, poprawia mi to humor. Sama zawsze chciałam, być tak docenianym artystą jak da Vinci, czy Monet. Żałowałam, że nie wzięłam swojego dziennika i nie namalowałam tego cudnego zjawiska. Siedzieliśmy razem z Tomem do późna i nawet nie zorientowaliśmy się, kiedy godzina zmieniła się na za piętnaście dwunastą. Szturchnęłam Toma.
- Już późno, cisza nocna za chwilę się zacznie, a lepiej nie mieć problemów - powiedziałam, a chłopak skinął głową. Wstaliśmy i skierowaliśmy się do akademii. W holu spotkaliśmy nauczyciela.
- Co wy tu robicie o tej godzinie? - zapytał ostro.
- Ale proszę pana, mamy jeszcze kilka minut do północy, a z tego co słyszałem, cisza nocna zaczyna się od dwunastej - powiedział Toma.
- Ale żebym więcej was nie widział - powiedział nauczyciel i minął nas. Gdy byliśmy już dość daleko od niego, parsknęliśmy śmiechem. Na pierwszym piętrze Toma się zatrzymał.
- Tutaj mam pokój, to... Do jutra - pożegnał się chłopak.
- Do jutra - odpowiedziałam i skierowałam się na drugie piętro, gdzie miałam pokój. Weszłam po cichu, żeby nie obudzić Lorcana, ale ten jeszcze nie spał.
- Hey, gdzie byłaś? - zapytał.
- Na dworze. Obserwowałam zaćmienie - odpowiedziałam i usiadłam na łóżku, wyciągając dziennik z rysunkami. Godzinę później Lorcan się położył, ale ja nie spałam i oświetlając sobie kartkę telefonem, rysowałam zaćmienie, tak jak je pamiętałam. Wena zawsze nachodziła mnie w najmniej odpowiednim czasie, ale cóż... Wenę trzeba wykorzystać! O godzinie szóstej rano, mój rysunek był skończony. Rysowanie zajęło całą noc, ale się opłaciło. Odłożyłam dziennik i poszłam do łazienki się odświeżyć, gdy wyszłam, mój współlokator już nie spał.
- Cześć, idziemy na śniadanie? - zapytałam, ziewając.
- Tylko się przebiorę. Czy ty w ogóle spałaś, tej nocy?
- Nie, ale nie jestem aż taka zmęczona - uśmiechnęłam się. Poczekałam na chłopaka, a potem wyszliśmy zamykając pokój. Na stołówce nie było jeszcze nikogo. Wzięłam jabłko z tacy i usiadłam przy stoliku, przy oknie. Chwilę później Lorcan usiadł naprzeciwko mnie z górą jedzenie.
- Można się dosiąść? - szepnął głos za mną. Toma.
- Jasne - odpowiedziałam. - Lorcan, poznaj Toma. Toma poznaj Lorcana.

<Toma?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.