Po zajęciach jak zwykle nie chciało mi się jeść obiadu ze wszystkimi na stołówce, więc wzięłam swoją porcję, oczywiście bezmięsną i ruszyłam z tym wszystkim na podwórko, do miejsca obok lasku, gdzie przeważnie zawsze przesiadywałam.
Dakota usiadła obok mnie, pilnując mnie, a ja cieszyłam się, że wybrałam akurat zacienione miejsce, gdyż upał był dziś niemiłosierny, a ja nienawidziłam słońca.
Paradoks, ponieważ często przebywałam na podwórku, ponieważ kochałam otwarte przestrzenie...
Kiedy usłyszałam jakieś szmery z lasu i Dakota zaczęła warczeć w tamtą stronę, zmarszczyłam brwi.
- Ktoś tu jest? - zawołałam.
(Ktoś?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.