wtorek, 30 grudnia 2014

Od Meian, CD Yato, Adelajda, Dante

Podróż minęła w spokojnej atmosferze, a ciszę mąciła jedynie rozgadana do granic możliwości ciotka Adelajda, która na wszelkie możliwe sposoby starała się umilić nam drogę, co było wręcz zadaniem niemożliwym do wykonania. Tym bardziej, że troje z obecnych w aucie osób nie mogło powstrzymać się od rzucania sobie pełnych irytacji spojrzeń. Shadow - mój kuzyn, Rumati Exert - mój brat i Amira - moja ciotka, młodsza siostra Adelajdy nawet nie starali się ukrywać wzajemnej wrogości. Przewróciłam oczami i wbiłam wzrok w krajobraz za oknem, nucąc pod nosem starą melodyjkę w ojczystym języku. W tym czasie każdy z obecnych niezwiązany z konfliktem Świętej Trójcy, starał się zagospodarować czas na tyle dobrze, żeby nie paść z nudów przed następnym przystankiem. Adela uparła się, żeby tym razem użyć ludzkiego środka transportu, a zważywszy na liczebność osób, które trzeba było odwieść musieliśmy zabrać się do trzech samochodów. Do teraz nie jestem w stanie zrozumieć, jakim cudem dała się w to wrobić Eleonorze, ale cóż. 

x x x



Po trzech godzinach, ośmiu przystankach, dwunastu pożegnaniach udało nam się wreszcie dostać do Salem w składzie czteroosobowym. Adelajda nie mogła przyjechać później, a uznała, że zostawianie mnie samą z Shadow`em skończy się jakąś katastrofą moje cudowne wakacje zostały skrócone o dzień. W sumie? Jestem pewna, że będzie dobrze, muszę się tylko przyzwyczaić do nowych ludzi i będzie spoko. Kuzyn pomógł nam wypakować walizki, a gdy zobaczyłam ile rzeczy zabrała ze sobą ciotka moja brew samowolnie podjechała do góry. Cóż, jej sprawa w jaki sposób załatwi tragarza, ale jakim cudem musiała zabrać ze sobą aż jedenaście wypełnionych po brzegi walizek? Livernell, ratuj od wszelkich osób w typie Barbie. Czerwonowłosy chłopak odjechał, przyrzekając, że wróci jak załatwi u siebie w szkole przeniesienie dla niego i Alexy, a mnie pozostawiono na pastwę bestii o imieniu Adelajda. Śmiercionośni, gdzie jesteście, gdy was potrzeba? 
- Aquera Pacus Totulis - wyrecytowała nauczycielka zaklęć, machnęła tym swoim patykiem, wykonując dziwny ruch lewą dłonią, a wszystkie jej walizki uległy pomniejszeniu do wyglądu małych torebek. - Zaczekaj tu na mnie, sprawdzę, który masz pokój. - Uśmiechnęła się i zniknęła za zakrętem korytarza. Chwilę później pojawił się jakiś chłopak, któremu posłałam wdzięczny uśmiech. 
-Elo jestem Yato, a ty? - spytał.
- Ja jestem Meian - odparłam bez skrępowania przyglądając się przybyszowi.
- Fajne imię - poszerzyłam uśmiech, a gdy usłyszałam kolejną część jego wypowiedzi odetchnęłam z ulgą.
Adelajda także wróciła i obrzuciła nas tylko zdezorientowanym spojrzeniem, żeby zaraz zacząć się przymilać do jej ucznia.
- Witaj, jestem pewna, że Meian sobie poradzi, mógłbyś natomiast pomóc mi, proszę? - Uśmiechnęła się figlarnie, a na widok wpływających na twarz rumieńców chłopaka zdusiłam niekontrolowane parsknięcie śmiechem. Pokręciłam z niedowierzaniem głową, gdy wcisnęła mu w ręce pomniejszone walizki, obecnie przypominające bardziej torebki. Postanowiłam się zmyć, póki są zajęci rozmową, zabierając ciotce kluczyk od pokoju z zawieszką ,,Pokój Tajemnic". Udałam się na poszukiwanie wspomnianego pokoju i po piętnastu minutach byłam już u celu. Nie można powiedzieć, żeby warunki były jakieś specjalne, ale w miarę dobre. Zauważyłam, że kilka łóżek jest już zajętych, a patrząc po rozpisce wiszącej na ścianie byłam tu jedyną dziewczyną. No cóż, jestem pewna, że moi współlokatorzy okażą się ciekawi. Rzuciłam szpargały na łóżko przy ścianie i rozsiadłam się. Dopiero po chwili usłyszałam szum wody, zakręcanie kurków i z łazienki wyszedł przepasany w pasie ręcznikiem chłopak. 
- Etto, cześć? - przywitałam się niepewnie. - Ty pewnie jesteś Dante. - stwierdziłam, Yato już poznałam, a rozpiska posiadała oprócz mojego jeszcze tylko jedno imię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.