- Beatrice! Gdzie byłaś?
- Nie twój interes!
- Nie odzywaj się tak do ojca - powiedział, mając pełno promili alkoholu we krwi. Wyciągnął z szuflady nóż. - Widzę, że robisz dokładnie to samo co twoja matka...
Budzę się gwałtownie.
- To tylko sen, tylko sen - mówiłam sobie i wyłączyłam budzik. Szybko wstałam i ubrałam się, przypominając sobie o tym, że tego dnia jadę do Akademii Salem. Nie miałam zielonego pojęcia co to za szkoła, ale dobrze mieć gdzie mieszkać. Sprzątnęłam pokój, wzięłam walizkę i z największą chęcią opuściłam pokój. Weszłam do kuchni, pełnej dziewczyn. Ale nie były to zwykłe dziewczyny, najgorsze z najgorszych, które ubierają się w róż i malują na całą twarz.
- Cześć, Beatrice - dreszcze mnie przeszły gdy usłyszałam głos znienawidzonej przeze mnie Loren, który wymawia moje dawne imię. Nie zareagowałam i podeszłam do innej dziewczyny - Victorii.
- Już jedziesz? - zapytała.
- Tak. Nigdy mnie już nie zobaczysz, nie martw się.
- A wakacje?
- Na pewno nie wrócę tu - powiedziałam i wyszłam nie żegnając się. Szłam kilka kilometrów na przystanek. Było już późno, więc praktycznie nigdzie nie było miejsca, tylko jeden pokój był wolny, gdzie siedział jakiś chłopak.
- Można? - zapytałam.
- Jasne - odpowiedział. Weszłam i położyłam bagaż na podłodze, wyciągając telefon i słuchawki.
- Jestem Lorcan - powiedział chłopak. - A ty?
- Beatrice, ale lepiej tak do mnie nie mów, bo oberwiesz. Mów mi Tris - odpowiedziałam.
<Lorcan?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.