- Jak ja nie cierpię dziewczyn - pomyślałam sobie, mijając Taigę. Następne lekcje jakoś mijały, po języku elfim poszłam sprawdzić co teraz mam. Okazało się, że Religioznawstwo razem z mrokiem.
- Świetnie, nie ma to jak znowu na nią patrzeć - mruknęłam do siebie i weszłam do klasy. Siadłam w tylnej ławce i wyciągnęłam swój dziennik z rysunkami. Nauczycielka coś tam gadała o religii itp, ale ja nie słuchałam, wolałam zanurzyć się w innym świecie, bez wrednych, aroganckich i grubiańskich ludzi.
- Beatrice! - krzyknęła nauczycielka po dwudziestu minutach lekcji. Pięści zacisnęły mi się na dźwięk mojego pełnego, starego i znienawidzonego przeze mnie, imienia. Wstałam.
- Słucham? - zapytałam jakby nigdy nic.
- Mam wrażenie, że w ogóle nie obchodzi cię ta lekcja.
- Powiem, że ma pani rację - powiedziałam, a kilka osób parsknęło śmiechem.
- Jeszcze raz będę musiała cię upominać to... - nagle rozległ się dzwonek, kończący lekcje, zabrałam torbę i wychodząc krzyknęłam do nauczycielki:
- Do widzenia, pani profesor.
<Taiga?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.