Ustałem lekko zdyszany na ziemii. Oparłęm na chwile ręce na kolanach by odsapnąc, a obok mnie na ziemi wylądowało kolejnych dwóch chłopaków. Wyprostowałem się i podszedłem do stojącego rpzede mną mężczyzny.
- No, Lorcan. Dalej w formie. - powiedział gdy tylko ustałem niecałe pół mketra od niego.
- Jak zawsze - zaśmiałem się i klepnąłem go po ramieniu. - jak długo już skaczemy? - spytałem, jakbym nie pamiętał...
- Coś koło sześciu lat - oznajmił Alan.
- Właśnie - powiedziałem - a jutro wyjeżdżam. Oby to było tego warte bo nie mam najmniejszej ochoty...
- To nie jedź. - odezwał się, tym razem stojązy po mojej lewej stronie, Feliks.
- Muszę.
- A to niby dlaczego? Nie zjawisz się na początku listy to cię skreślą. - zdziwił się Iwo stojący obok Feliksa.
- Bo lepiej miec to z głowy. Kiedyś muszę skończyc jakąś szkołę, a skoro ciotka Herky obiecała że ją opłaci... - tłumaczyłem - a z resztą, w wakacje będę wracac tu.
- Będziemy cię odwiedzac anwet w roku szkolnym, nie, chłopaki? - zawołał Lucjan. Wszyscy przytaknęli... lepiej im nie mówic, że nie będą mogli przyjechac... i że to szkoła dla nadnaturalnych... Całą czwórką ruszyliśmy do baru by uczcic kolejny udany dzień.
- Za Lorcana i jego nową szkołę! - odezwał się Feliks po czym uniusł kufel piwa i jednym chauistem wypił całą jego zawartośc. Reszta uczyniła to samo powtarzając słowa chłopaka.
- Za Lorcana i szkołę. - ja nie musiałem niczego mówic... w końcu to ja jestem Lorcanem. Mimo tego również się napiłem. Reszty z tego wieczoru nie pamiętam, w końcu się upiliśmy.
Rano obudziłem się u siebie w domu, zapewne przyprowadziła mnie tu policja, jak zwykle. Dokłądniej to pewien kumpel z policji, który zamiast brac nas na posterunkek - odprowadza. Nawet parkurowcy muszą kiedyś się zabawic, a to i tak dzieje się tylko przy specjalnych okazjach. Wstałem z kanapy i przeciągnąłem się po czym udałem się do swojej sypialni by przebrac sięw coś na wyjazd - tradycyjnie, czarne spodnie i czarna czapka, czerwona bluzka i ciemno-brązowa kamizelka. Do tego parę dodatków i jestem gotowy. Spojrzałem na zegarek.
~ "Mam jeszcze godzinę na przygotowania" - których nie musze już robic bo mam wszystko gotowe. Pozostało już tylko znieśc torbę na duł, wziąc telefon, wyjśc przed dom i oczekiwac na samochód pani Herky, która zaoferowała pomoc przy podwózce na pociąg. Gdy tak stałem przed wejściem do domu, zadzwoniłem do znajomych(połączenia grupowe na skype'ie się przydają).
- Siemacie, za jakąś godzinę będzie u mnie ciatka Herky, jak chcecie się ejszcze raz pożegnac to musicie sie śpieszyc bo pociąg nie zaczeka.
- Jasne, zaraz będę. - odpowiedzieli hurem i się rozłączyli. Po parunastu minutach wszyscy stali już obok mnie mimo faktu iż każdy z nich zapewne jeszcze spał, a mieszkamy pareset metrów od siebie. Parkour się przydaje.
- To jak to będzie, kiedy możemy do ciebie przyjeżdżac ze sprzętem i cwiczyc? - spytał Lucjan zatrzymując mnie przed drzwiami samochodu ciotki.
- Zobaczy sie kiedy będę na miejscu. A póki co... nara, chłopaki. Zadzwonię kiedy będe mógł.
- Nara, Lorcan. Znajdź sobie w końcu dziewczynę. - odpowiedzieli.
- Się zobaczy. - zaśmiałem się i wsiadłem do auta. Gdy tylko zatrzasnałem za soba drzwi, pani herky ruszyła.
Byłem juz w pociągu, znalazłem sobie pusty pokój i postawiłem na podłodze swoja torbę po czym wyjąłem telefon i zaczałem grac w Tetrisa. Nagle drzwi od pokoju się otworzyły i weszłą do nich jakas dziweczyna.
- Można? - spytała.
- Jasne.
<Dziewczyno?>
Zapraszam do odpisywania :) Zawsze jestem chętna do popisania, odpisuję szybko! ;)
OdpowiedzUsuń~ Lorcan