Na niebie nie było już nawet najmniejszego skrawka słońca i z każdą minutą zaczynał panować coraz większy mrok. Co nie zmienia faktu, że do ciszy nocnej nadal było sporo czasu, a ja zamierzałam wykorzystać go najlepiej jak umiem. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że dzisiaj raczej już nie zasnę. Temperatura nieznacznie zelżała, zaczął wiać chłodny wiaterek, ale nadal było gorąco. Skierowałam się ku najbliższemu drzewu, wspięłam się dostatecznie nisko, żeby mieć pewność, iż po upadku nie zginę na miejscu, a jednocześnie dostatecznie wysoko, żeby bez skrępowania oddać się rozmyślaniom. Osoba z zewnątrz, póki nie podeszła do konaru i nie spojrzałaby w górę, raczej nie mogłaby mnie zauważyć, co stanowczo mi odpowiadało. Pogrążyłam się we wspomnieniach, próbując się wyciszyć i przywołać do porządku. Oddychałam głęboko, rozkoszując się wieczornym powietrzem. Na mej twarzy błąkał się figlarny uśmiech. Miałam nadzieję, że Shadow jak najszybciej przyjedzie i zajmie miejsce jakiegoś nauczyciela. Wspominał coś o literaturze, ale tfu. Odpukać trzy razy w niemalowane drewno, żeby nie zapeszyć. Wyjęłam z kieszeni czekoladę, zaczynając pałaszować kostka po kostce. Zdecydowanie uwielbiam cukier, to coś pięknego. Postanowiłam zająć się czymś w miarę sensownych i następne kilka minut poświęciłam na wspominanie dnia dzisiejszego. Zdążyłam pokłócić się z Adelajdą, spóźnić się na pierwsze zajęcia w tym roku szkolnym i najprawdopodobniej zarobić wielką krechę u nauczyciela. Chociaż? Chyba kłótnia z ciotką skutecznie odwróciła jego głowę od złych myśli na temat mojego zwolnienia i popadł w rozbawienie. Westchnęłam przeciągle i przeszłam do przyjemniejszej części dnia. Trafiłam na doprawdy cudownych współlokatorów, nie miałam na co narzekać w stosunku do nich. A gdyby jeszcze tak, ktoś zrobiłby mi herbatę słodzoną tak jak lubię, mogłabym uznać ten dzień za wręcz dobry, a obecnie uplasował się pomiędzy ,,znośny" - ,,okey". Zmrużyłam oczy, słysząc szelest liści, ale to tylko wiewiórka śmignęła mi koło ucha, skacząc raźno po gałęzi. Chwila. Na moje nogi spadł dziwny, stary dziennik. Był pokryty kurzem i pajęczynami, data na okładce wskazywała, że ma około stu lat. Z zainteresowaniem zabrałam się do badania go, spróbowałam go otworzyć, ale wyglądało na to, że został magicznie zapieczętowany.
- Wygodnie się siedzi na drzewie? - usłyszałam czyjś uprzejmy głos, wyrwana z zamyślenia straciłam równowagę i już po chwili znajdowałam się w czyichś ramionach. Zaskoczyłam, mamrocząc pod nosem słowa podziękowania i przeniosłam wzrok na rozbawionego ,,wybawcę", choć sam spowodował mój upadek. Nadal trzymałam znalezisko w rękach.
(Jakiś chłopak? xd)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.