-Gdzie Ty się szlajasz?!- zaczęła krzyczeć moja babka.
Spojrzałam się na staruszkę siedzącą w bujanym fotelu. Było już solidnie po 1 w nocy.
-A Ty nie masz co robić tylko na mnie czekać? -rzuciłam od niechcenia przechodząc dalej do pokoju.
-Artur by Ci na to nigdy na to nie pozwolił !
-Na szczęście zdechł! -odpysknęłam i ruszyłam po schodach na górę. Babcia zaczęła kląć pod nosem po hiszpańsku. Nie chciałam jej nawet słuchać.
Zamknęłam drzwi do pokoju. Wzięłam szybki prysznic i padłam na łóżko. Zasnęłam od razu.
Rano obudził mnie telefon. Odszukałam go po omacku i odebrałam.
-Lil, jak się czujesz? Są zakwasy? -słyszałam śmiech Rose. Była moją przyjaciółką.
-Hej. Nie wiem jeszcze śpię. -odpowiedziałam zaspana.
-Dobra odezwę się później. Przypominam dzisiaj też ćwiczymy. - rozłączyłam.
Rozbudziłam się. Teraz już nie zasnę. Podniosłam się z łóżka. Zakwasów nie było. Uśmiechnęłam się do siebie. Założyłam bluzę brata. Była długa. Na tyle aby zasłonić mi pupę. Zeszłam na dół. Babcia siedziała w kuchni.
-Hej-rzuciłam od niechcenia.
-Założyłabyś coś na siebie! I zakryj to paskudztwo na nodze!-pokazała tatuaż.
-Zaraz wychodzę.- poinformowałam.
-Nigdzie nie wychodzisz. Zostajesz tutaj. Za pół godziny przyjeżdża David.
Nie odpowiedziałam nic ale byłam prze szczęśliwa. Zjadłam szybkie śniadanie i pobiegłam na górę. Wykąpałam się. Po czym zaczęłam przeglądać szafę. Stwierdziłam, że łożę swoje ulubione czarne szorty i czerwoną koszulkę która odsłaniała mój brzuch.
Zostało mi kilka minut, położyłam się na łóżku wcześniej włączając muzykę.
-Gdzie jest moja mała siostra?! -usłyszałam po kilku piosenkach jego głos. Zerwałam się i biegiem zeszłam do salonu. Skończył witać się z babka. Kiedy rzuciłam się na niego wytrącając go prawie z równowagi.-Też się stęskniłem Lil. -przytulił mnie.
Zjedliśmy wspólnie obiad. Rozmawiałam tylko z Davidem. Po posiłku poszliśmy się przejść we dwójkę.
-Tęskniłam za Tobą. Kiedy wrócisz do domu. Mam już jej dość. -westchnęłam
-Kochana wiesz, że nie miałem innego wyjścia musiałem jechać do tego wojska. Teraz nie zapowiada się na szybsze zwolnienie mnie. Lilianne teraz pułkownikiem. -westchnął
-Gratuluję. Czyli znowu zostaję sama.
-Nie. Ty wyjeżdżasz stąd.
-Razem z Tobą? - ucieszyłam się.
-Nie. Ty jedziesz jeszcze dzisiaj do Akademii Salema. Ja też dzisiaj wyjeżdżam to jednodniowa przepustka.
-Nie mogę wyjechać. Co z moją grupą? Nie chce!
-To już postanowione. Wracamy Ty się pakujesz i Cię odwożę.
Pokłóciłam się trochę z nim lecz koniec końców zmieniłam zdanie. Nie mogłam dalej mieszkać z tą szajbuską. Wróciliśmy i zaczęłam się pakować. Po kilkudziesięciu minutach załadowałam bagaże do samochodu. Ze sztucznym uśmiechem babcia wyszła nas pożegnać. Spojrzałam na nią, zamknęłam klapę bagażnika Suzuki mojego brata. Wsiadłam i chciałam zamykać drzwi.
-Nie zostawisz mi tego na głowie! Albo to zabierasz albo jutro to uśpię. - postawiła mi warunek.
Otworzyłam drzwi i wpóściłam na tył Sabra.
-Jego kocham bardziej od Ciebie - rzuciłam na pożegnanie.
Jechaliśmu kilka godzin. Pod wieczór byliśmy na miejscu.
Pożegnałam go i zostawił mnie tam samą. Znowu byłam tylko ja i mój pies. Przełożyłam torbę przez ramie a dwie wzięłam w ręce. Sabra szedł grzecznie przy nodze. Od portierki wzięłam klucz do pokoju. Mieszkałam w dwuosobowym pokoju rogów. Ruszyłam korytarzami instynktownie. Pies warknął a zza rogu wyszedł jakiś chłopak.
-Spokój.-uspokoiłam psa. Ten posłuchał od razu.
<Chłopak?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.