Wzięłam telefon do rąk.
- Mogę? - zapytałam Lorcan'a.
- Jak tylko nie wyrzucisz nic...
- Ha, ha - mruknęłam i wyszłam na podwórko. - Kim jesteś?!
- Beatrice, nie poznajesz mnie? - zapytał gruby głos. To niemożliwe... To nie może być on...
- Ojciec?
- Córeczko.
- Nie mów tak do mnie! - krzyknęłam. - Co? Zrobiłeś sobie przerwę w chlaniu?! Czy siedzisz w celi więziennej, bo wszyscy się dowiedzieli, że zabiłeś matkę!
- Czemu poszłaś do tej akademii?! Nie wiesz co ci grozi!
- Oh, no tak. Czekaj. Zastanówmy się. Zabiłeś moją matkę. Chlałeś. Biłeś mnie. Ale teraz mam ci uwierzyć, że się o mnie martwisz?! Chyba sobie żartujesz! I lepiej do mnie więcej nie dzwoń, ani do żadnego z moich znajomych. Nie będę wnikać skąd znasz mój numer, czy numer Lorcan'a. Po prostu się odwal!
- A co mi zrobisz? Taka drobna i młoda istota.
- Zamknij się! I pomyśl sobie, że musiałam sobie radzić, gdy ciebie nie było, gdy uciekałam lub gdy się wyprowadziłam i nie zostałam pijaczką! - krzyknęłam i rozłączyłam się. Usiadłam na ziemi, żeby chwilę ochłonąć, po czym wróciłam do pokoju. Podałam Loran'owi telefon.
- Dzięki - mruknęłam.
- Kto to był?
- Nie ważne.
- Chyba ważne, skoro zadzwonił do mnie - powiedział Lorcan.
- Mój ojciec. Ale nie martw się, więcej nie zadzwoni - powiedziałam cicho siadając na swoim łóżku.
<Lorcan?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.