wtorek, 7 kwietnia 2015

Od Feliksa, CD Tris

Ten dzień nie mógłby być bardziej pokręcony, nieogarnięty, całkowicie pozbawiony sensu. 
Najzwyczajniej w świecie, cała ta sytuacja była dziwna. Zwaliłbym moje zachowanie na alkohol, ale doskonale wiedziałem, że byłem dosyć trzeźwy, a przynajmniej na tyle, żeby nie robić żadnych głupstw. Początkowo tańczyliśmy nieco oddaleni od siebie. Szybki utwór równie szybko przeminął, a zamiast niego pojawiło się oś o wiele wolniejszego. Nie chciało mi się wracać do stolika, a Tris wydawała się być zainteresowana kolejnym tańcem, więc jedynie wzruszyłem ramionami. W tańcu rozmawialiśmy cicho, starając się nie schodzić z neutralnego szlaku. Starałem się być miły, gryźć się w język i unikać tematów, które zwykle nas skłócały. W każdym bądź razie, jutro zwalę to wszystko za nietrzeźwy stan. Jeden z innych tańczących popchnął mnie ramieniem, powodując, że nachyliłem się ku Tris. Sam nie wiem jakim cudem, ale w jednej chwili stałem tuż obok niej, a w drugiej czułem jej wargi na swoich. Złapałem ją za ramiona i delikatnie odsunąłem, lecz mimo wszystko nie mogłem powstrzymać szelmowskiego uśmiechu. Dziewczyna chciała już coś powiedzieć, ale jej przerwałem. Nachyliłem się koło niej i szepnąłem jej do ucha.
- Wiesz, Tris? Nie rób dziś rzeczy, których jutro będziesz żałować. - Rozkoszowałem się rumieńcem zażenowania, który rozkwitał na jej twarzy. - Chcesz może jeszcze ponczu? - spytałem spokojnym tonem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.