poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Od Meian, CD Satoru

Upewniłam się, że mam w plecaku wszystkie potrzebne rzeczy. Odetchnęłam w duchu, pocierając kryształ w naszyjniku na szyi. Zerknęłam kątem oka za okno, księżyc był stąd doskonale widoczny. Uśmiechnęłam się, złapałam za ramię plecaka i wymknęłam się cicho z pokoju, delikatnie zamykając drzwi, upewniając się też, że nie obudzę moich współlokatorów. Następnie truchtem pobiegłam w stronę biblioteki. W mroku akademia wydawała się jeszcze ciekawsza. Mimo późnej pory nadal było strasznie gorąco, cisza wydawała się być taka spokojna, wręcz nienaturalna. Odetchnęłam głęboko i otworzyłam drzwi, które na moje szczęście nie były zamknięte. Mało osób wiedziało, że z tyłu pomieszczenia znajdowało się nieużywane wyjście, zapewne służące niegdyś do wyprowadzania wilkołaczych uczniów w czasie pełni na zewnątrz, żeby nie zaatakowali swoich kolegów i koleżanek. Znalazłam je kilka dni temu, kiedy przedłużyło mi się bieganie i nie miałam jak wrócić do akademika, bo główne wyjście i wszystkie okna były szczelnie zamknięte. Przeczesałam palcami grzywkę, która jak zwykle uciekła mi spod grzebienia i nie została włączona w koński ogon przez zwykłą złośliwość losu. Wyszłam z budynku, zaczęłam biec w stronę jeziorka, które odkryłam jakiś czas temu. Dzisiejsza noc była dla Empów pewnego rodzaju świętem, tym bardziej dla mnie, nie zdzierżyłabym, gdybym musiała siedzieć w zamkniętym pomieszczeniu. Biegłam tak długo jak zdołałam, okropnie dyszałam, ciężko wdychając powietrze, ale nadal nogi zmuszałam do szaleńczego biegu. Dopiero po jakimś czasie, uznałam, że oddaliłam się dostatecznie od akademii, żeby nikt nie zauważył, jakąś godzinę temu minęłam jeziorko i dotarłam do kolejnego. Mimo zadzyszki i skołatanych nerwów uśmiechałam się. Rozejrzałam się wokoło, kilka dni temu ktoś musiał tutaj nocować. Pozostał ślad po ognisku, nawet zostały ustawione kamienie i widać wciąż było trawę zgniecioną przez namiot i jego właściciela. Postanowiłam zostać dziś tutaj i przed świtem wrócić do akademii. Nazbierałam gałęzi, rozpaliłam ognisko, wyciągnęłam z plecaka koc i wygodnie rozłożyłam się na ziemi. Zerknęłam tęsknie na jeziorko, następnie rozejrzałam się wokoło. Niskie szanse, że ktoś się tu kręci. Daleko od akademii, daleko od zabudowań. Położyłam plecak obok drzewa, rozebrałam się i weszłam do przyjemnie chłodnej wody. Zaczęłam nurkować i pływać, ale w pewnym momencie zahaczyłam o wystające gałęzie, jakiegoś dziwnego krzewu. Cholera, dłonie miałam pokłute jak po róży, zanurzyłam je w wodzie, obserwując, jak ciecz barwi się na czerwono. Usłyszałam trzask, ktoś wypadł zza drzewa. Krzyknęłam cicho i odskoczyłam do tyłu, gdy osobnik wylądował w wodzie tuż obok mnie. Uniosłam ręce w obronnym geście i zanurzyłam się do szyi w wodzie, miałam wrażenie, że zaraz kopnę w kalen.... Zaraz!
- Satoru, przestraszyłeś mnie, co ty tutaj robisz? - warknęłam przez zaciśnięte zęby. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.