Z zaciekawieniem w oczach, obserwowałam poczynania chłopaka, który wyciągnął kartę i podarł na pół. Zamknęłam oczy, widząc światło, po chwili czując mocne szarpnięcie. Złapałam się najbliżej znajdującej się mnie osoby, którą okazał się blondyn. Cóż, nie spodziewałam się aż takiej podróży, ale żyłam, co było najważniejsze. Chwiałam się i świat wirował, jakbym co najmniej się upiła, ale jakoś stałam na swoich nogach. Puściłam rękaw Lawsona, nie zważając na to, że zawartość mojego żołądka chce się wydostać na powierzchnię, a mój widok był tak rozmazany, jakbym była na szybko kręcącej się karuzeli. Kiedy mniej więcej się ogarnęłam, ulokowałam swój wzrok w Meian. Na jej pytanie wymieniłam rozbawione spojrzenia z przyjacielem. Pamiętałam jak większość swojego życia przeżył na zakładaniu się z Subaru i nie wiedzieć, czemu zawsze musiałam w nich uczestniczyć. Przynajmniej nie pozostawałam tej dwójce dłużna.
- Bardziej niż myślisz. - uśmiechnęłam się szeroko i wzięłam Mei pod ramię. - Idziemy. - zarządziłam entuzjastycznie. Po raz pierwszy od trzech lat, pałałam aż takim szczerym entuzjazmem i zamierzałam go wykorzystać w całości. Pociągnęłam lekko dziewczynę w stronę budynku, pamiętając o tym, że ma na nogach szpilki i lepiej będzie, jeśli nie będę zmuszać jej do biegania.
- Mówiłem, jak dziecko. - parsknął blondyn, który ruszył za nami, a razem z nim znajomy brunetki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.