Cała ta sytuacja wydawała się być naprawdę absurdalna, niezrozumiała, ponad moje siły, tym bardziej, że księżyc był coraz wyżej na niebie, a moją samokontrolę szlag trafiał. Byłam pewna, że pozbyłam się własnych Artemixów wieki temu, gdzieś pomiędzy wersją ,,Zostałam samobójczynią" a ,,Zostałam mordercą", ale po podsumowaniu wyszło na to samo, jak bym nie prowadziła rachunków zysków i strat, to i tak zyskiwałam jedynie na epitet ,,idiotka". Powinnam siedzieć na tyłku, może tyle ludzi by wtedy nie zginęło, do cholery. Teraz mi się zebrało na wspominki? Cudownie, cudownie. Zadrżałam, wyczuwając silną migrenę, ledwo powstrzymałam się od potarcia skroni. Zaczęliśmy się przekomarzać, na temat mojego stroju Ewy, zanim zdołałam mało kulturalnie wyrżnąć głową o dno, co zapewne stałoby się, gdyby Satoru mnie nie złapał. Doprawdy, kiedy stałam się nędzną ,,damą", potrzebującą pomocy do wyjścia z opresji? Dzisiejszy dzień, to jakaś jedna, wielka, niezaprzeczalna pomyłka. Obudziłam się w środku nocy, nie będąc pewną niczego. Czułam się, jakbym stała za szklaną taflą i jedynie obserwowałam, co robi moje ciało, klnąc szpetnie. Wstałam, a właściwie zrobiło to moje ciało. Czułam, jak tracę kontrolę. Kręciło mi się w głowie, zachowywałam się jak po wypiciu naprawdę sporej dawki alkoholu, jednak od razu pojaśniało mi w głowie, gdy zobaczyłam śpiącego, zmarzniętego i wyraźnie zmęczonego chłopaka. Pokręciłem z niedowierzaniem głową, wyprostowałam się i podeszłam do niego.
- Cholera, Satoru, żyjesz? - wymamrotałam.- Przepraszam, przepraszam, przepraszam. - Spuściłam wzrok.
(Wybacz za długość, muszę iść. :C)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.