Pierwszy dzień i ukrywać się przed wszystkimi. Wspaniale, na razie tylko dyrektorka wie, że tu jestem i prosiłem by zachowała to w tajemnicy na ten jedyny dzień. Odziwo się zgodziła, cóż dobra być czyimś ulubieńcem, zachichotałem cicho. Wyczułem jak znowu ktoś kieruje się w moją stronę, ukryłem swoją obecność i skryłem się. Uf.. długo to ćwiczyłem więc nikt mnie nie wyczuje, pomyślałem z dużym uśmiechem. Mogę się czuć przynajmniej po części swobodnie, są lekcje i raczej nikt ich nie opuszcza, ale kto go wie.. Zacząłem grzebać w kieszeniach. Wyjąłem małą pogniecioną karteczkę z adresem. Zmarszczyłem lekko brwi i wyrzuciłem ją za plecy. Fałszywy adres, byłem tam i nic nie wyczułem. Nie było jej tam, nawet "włamałem się do domu". Beznadziejny ze mnie gość tak sie otumanić kobiecie. Walnąłem nogą w drzwi. O cho*era! Zacząłem uciekać i słyszałem tylko jakieś krzyki za mną, wręcz się modliłem by mnie nie zauważyli. Tyle skumulowanych zapachów, ze nie mogłem ich rozróżnić by mieć chociaż jakieś alibi za długo mnie tu nie było. Pobiegłem do lasu i odetchnąłem z ulgą. Ale nagle poczułem uderzenie w okolicy klatki piersiowej. Gdy zrozumiałem co się stało dostrzegłem jakąś dziewczynkę na ziemi.
- Oh, Wybacz panienko - Uśmiechnąłem się rozkosznie i dostrzegłem, że dziewczynka jest bliska płaczu
- Nie wyczułem Pani... - Chciałem już dodać jakieś beznadziejne usprawiedliwienie, że długo mnie tu nie było... na prawdę? Satoru prosze cię.. Od myśli odciągnął mnie szept dziewczyny
- Ni.. nic się.. nie stało.. - Zarumieniła się, ale słodko wyglądała!
- Płaczesz? - Nie wiem czemu zadałem to pytanie, by się upewnić? Cóż nie lubię ranić pań, jako wampir mam swoje zasady, mam godność... nie co te odziczałe...
W jednej chwili uśmiech zniknął z mojej twarzy
- nie.. nie! - Przetarła szybko oczy - Prze.. przepraszam.. - wyszeptała sama wstając i kłaniając się nisko - prze.. przepraszam za moją.. śmia.. łość ale..
- Tak nieśmiała dziewczynko? - Nieśmiała dziewczynko.. boże wszystko zapomniałem przez te kilka miesięcy tak?
By nie robić złego wrażenia uśmiechnąłem się pokazując ząbki. Nagle dziewczynka stanęła dęba wpatrując się we mnie. Wszystko z nią dobrze?
- Żyjesz? - Zaśmiałem się i pomachałem jej dłonią przed oczami
- Zostaw mnie! - Wykrzyknęła uciekając i nagle potknęła się o korzeń i upadła na ziemię
Zacząłem się śmiać, normalnie bym tego nie zrobił ale wyglądało to przekomicznie.Gdy zauważyłem że płacze zrobiło mi się jej żal. Wyczułem w dodatku od niej woń krwi, pewnie się skaleczyła. Cóż nie mam potrzeby pić krwi nieznanych osób. Dotknąłem języka. Wyschnięty jednak na wiór... Ostatni raz piłem jej krew.. Pokręciłem dynamicznie głową i kucnąłem na jednym kolanie przy dziewczynie.
- Nie! ni.. nie zbliżaj .. się! - Krzyczała przerażona
Czy ona na prawdę uważa mnie za takiego potwora? Cóż anioły takie są, tak potrafię rozróżnić rasę po woni krwi, jest to całkiem przyjemne. W dodatku anielska krew dodaje nam więcej sił, ale nie mam ochoty. Wziąłem ją na ręce. Czułem jak się trzęsie, więc skierowałem się w stronę Akademii.
- Co? co.. robisz?! - Wyszeptała przerażona tak że ledwo usłyszałem
- Jesteś ranna czyż nie? - Powiedziałem z uśmiechem
- No... ta.. tak ale..
- Nie martw się nie zrobię Ci krzywdy - Zachichotałem - Chciałem dzisiaj się ukrywać przed wszystkimi ale trudno zobaczą mnie...
- Cz... Czemu?
- Wszystkie anioły są takie nieśmiałe? - Zaśmiałem się, a ona tylko spuściła wzrok - Taka moja zachcianka... - Kiedy wszedłem do Akademi idealnie rozbrzmiał dzwonek - ja i moje szczęście... - Mruknąłem
Niosłem dziewczynę przez korytarz a wszyscy którzy wychodzili z sali wręcz zamierali, może mnie kojarzą? Inni natomiast mijali ich nie widząc o co chodzi. Nagle usłyszałem za sobą krzyk dziewczyny.
- Satoru!
Odwróciłem się a w moją stronę biegła Meian która dość drastycznie mnie przytuliła ale po chwili się opamiętała.
- Kiedy wróciłeś?!
- Dzisiaj ale miała to być tajemnica, niestety ta dziewczynka się skaleczyła - Wskazałem wzrokiem na dziewczynę którą niosłem
- Prze.. prze.. praszam - Wydukała
- Może to się nawet lepiej złożyło - Zaśmiałem się - Dobra to pa Mein zaniosę ją do pielęgniarki
- Ok trzymaj się! - Powiedziała wbiegając w grono znajomych z którymi zaczęła coś szeptać
W końcu dotarłem do pielęgniarki i pomogłem dziewczynie usiąść.
- To ja was zostawiam - Zaśmiałem się i skierowałem w stronę drzwi
- Pro.. proszę za.. zaczekać - Poczułem jak złapała mnie za rękaw
- Coś się stało? - Spytałem z uśmiechem
- Dziękuję... i
< Mavis? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.