(W nawiasie została zapisana imię Artemixu, który obecnie przejął ciało i kieruje nim. Kim są Artemixy? Część osób wie, reszta wkrótce się dowie. Można je potraktować jako oddzielne jaźnie, choć są czymś więcej. xd)
To zdecydowanie nie był udany poranek. Po pierwsze - nie wiedziałam gdzie dokładnie jestem, a lubiłam znać swoje położenie, dzięki czemu zawsze wiedziałam, w którym kierunku ewentualnie zwiewać. Teraz czułam się odsłonięta, ale przede wszystkim zdezorientowana. Jak mogłam łatwo wywnioskować - znajdowałam się w czyichś ramionach. Co było zdecydowanie absurdalne, zważywszy na fakt, że byłam pewna, iż wczoraj kładłam się spać we własnym łóżku bez żadnego dodatkowego balastu w postaci dość ładnego chłopaka. Otworzyłam oczy, próbując się zorientować o czym on mówił, że jaki koszmar? Odskoczyłam, widząc jego twarz tak blisko swojej, ale ponieważ znajdowaliśmy się tak blisko siebie, uderzyłam plecami i głową o ścianę.
Cóż, to zdecydowanie był dziwny poranek. Moje włosy powoli barwiły się na lekko różany odcień, graniczący z blondem i beżem? Nigdy nie byłam za dobra w kolorach. W tej chwili miałam zdecydowanie inne sprawy na głowie.
- Kim jesteś? - spytałam, mrużąc ciekawsko oczy i rozglądając się wokoło. - Co to za miejsce? - Zaczęłam wiercić się na miejscu, zagryzłam wargę i jęknęłam z bólu. Otworzyłam usta, czując jak z niezwykłą szybkością i precyzją kształtują się moje wampirze kiełki, musiałam przeciąć sobie wargę w dwóch miejscach. Zlizałam kropelki krwi i przeniosłam ponownie spojrzenie na chłopaka. - Wybacz, ale nie bardzo rozumiem, co tu robię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.