To nie jest tak, że nie lubię sukienek. Po prostu nie lubię ich, gdy muszę je ubierać, bądź sprawiają, że czuję się nieswojo. Wyprostowałam się, uniosłam dumnie głowę, ale nadal czułam się jak idiotka. Cóż, taki już mój urok. Co nie zmienia faktu, że Orgy jest oficjalnie martwy. Jak z nim skończę, będzie się modlił o to, żeby Lucyfer go przede mną w piekle ukrył.
Jęknęłam w duchu, obracając się na przeciw lustra. Borze Wszechlistny, spraw, żebym nie wywaliła się w tych obcasach. Nie wiem, czy wolę udusić Orgy`iego czy go humanitarnie zastrzelić, ale będzie umierał w męczarniach, niezależnie od sposobu, w jaki go zabiję. Postawione!
- Szykuj się, nie umrzesz śmiercią naturalną - rzekłam do chłopaka, który aktualnie manewrował coś przy moich włosach, szarpiąc mnie za pojedyncze kosmyki. Zerknęłam na zegar, naprawdę jeszcze pięć minut tych męczarni?
- Gotowe, idziemy - zdecydował Orgy, patrząc na mnie uważnie i lustrując od stóp do głowy.
Pocieszałam się myślą, że sukienka nie jest taka zła. Cała czarna, sięgająca kostek, otoczona chyba setką tiulowych pasków, co sprawiało, że fajnie wirowała i obracała się razem ze mną. Bez ramiączek, prosta, usiana od dołu srebrnym brokatem, który błyszczał, gdy padało na niego światło. Sprawiała wrażenie, że patrzy się na czyste, nocne niebo usiane gwiazdami. Dzięki czarnym szpilkom wydawałam się jeszcze wyższa. Włosy miałam spięte w koka z tyłu głowy, jednak kilka pojedynczych pasm wymknęło się spod grzebienia i swobodnie zwisały wzdłuż twarzy. Nad kokiem miałam wpięty rząd spinek w kształcie gwiazd. Dobra, pora iść. Wyciągnęłam chłopaka z pokoju i ruszyliśmy w stronę umówionego miejsca spotkania, gdzie już czekała Sili z Lawsonem.
- Gotowa? - spytałam dziewczyny.
Jęknęłam w duchu, obracając się na przeciw lustra. Borze Wszechlistny, spraw, żebym nie wywaliła się w tych obcasach. Nie wiem, czy wolę udusić Orgy`iego czy go humanitarnie zastrzelić, ale będzie umierał w męczarniach, niezależnie od sposobu, w jaki go zabiję. Postawione!
- Szykuj się, nie umrzesz śmiercią naturalną - rzekłam do chłopaka, który aktualnie manewrował coś przy moich włosach, szarpiąc mnie za pojedyncze kosmyki. Zerknęłam na zegar, naprawdę jeszcze pięć minut tych męczarni?
- Gotowe, idziemy - zdecydował Orgy, patrząc na mnie uważnie i lustrując od stóp do głowy.
Pocieszałam się myślą, że sukienka nie jest taka zła. Cała czarna, sięgająca kostek, otoczona chyba setką tiulowych pasków, co sprawiało, że fajnie wirowała i obracała się razem ze mną. Bez ramiączek, prosta, usiana od dołu srebrnym brokatem, który błyszczał, gdy padało na niego światło. Sprawiała wrażenie, że patrzy się na czyste, nocne niebo usiane gwiazdami. Dzięki czarnym szpilkom wydawałam się jeszcze wyższa. Włosy miałam spięte w koka z tyłu głowy, jednak kilka pojedynczych pasm wymknęło się spod grzebienia i swobodnie zwisały wzdłuż twarzy. Nad kokiem miałam wpięty rząd spinek w kształcie gwiazd. Dobra, pora iść. Wyciągnęłam chłopaka z pokoju i ruszyliśmy w stronę umówionego miejsca spotkania, gdzie już czekała Sili z Lawsonem.
- Gotowa? - spytałam dziewczyny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.