dziewczyna uśmiechnęła sie szeroko ale.. miała zmartwione oczy. wydawała się spięta.. odrobinę.
-emm emi czy niedługo nie masz urodzin?-klepnąłem sie nagle w głowę.
-t.. tak-zdziwiła się.
-oo -uśmiechnąłem się szeroko i uniosłem złowrogo brwi.
-co ty planujesz?-zapytała i założyła ręce.
-zobaczysz-zaśmiałem się i poszedłem umyć zostawiając ją uprzednio uprzedzając (jezu jaka zawiłość) że ide się myć.
-jak to? nie waż sie!-usłyszałem jak warczy w pokoju. usiadłem cicho pod drzwiami i słuchałem.
-nic ! tak nic !-znowu warczała.
-wal sie!
-nie ! nie waż sie!- i nagle coś chwyciło za klamkę. zerwałem się i uchyliłem drzwi. przedemną stała dziewczyna z czymś niebieskim w ręku. momentalnie spuściłem wzrok bo.. jakaś kuzynka em albop ktos moze byc niebezpieczny.
-witaj Nico-uśmiechneła sie wesoło ale jej głos brzmiał.. jadowicie?
-odwal sie od niego!
-Nie jest twój-uśmiechneła sie muskając moją szczękę.
-podnieś wzrok..
-nie-nie umiałem zrozumieć siebie ale nie chciałem tego zrobić. złapała mnie mocno.
-ODWAL SIE OD NIEGO!-i nagle emmalice nie mogła sie ruszyć.
-em wszystko okej?-skoczyłem w jej kierunku.
-nico .. -warkneła i nagle pisneła. tamta dziewczyna złapała mnie za szczęke i nagle.. puff nic nie czułem. nogi mnie gdzieś niosły. powolnymi krokami . nagle napotkałem przeszkodę.. parapet? nic strasznego! wlazłem i nagle cos w mnie szarpneło. moje ciało rozumiało ci sie dzieje. byłem omotany. starało się mnie obronic i nagle otworzyłem oczy i cofnałem się łapiąc oddech w tył.
-co jest..-tamta dziewczyna była zdziwiona i wyszła. tak poprostu wyszła. emmalice siedziała na ziemi z . o nie ona płakała!. podbiegłem do niej przestraszony.
-ej wszystko okej naprawde-objałem ją. wydawała się taka krucha... (wybacz ale musiałam )
-ciii-oddychałem powoli starając sie zrozumieć co sie stało.
i nagle em wstała i wyszła. siedziałem w pokoju nie wiedząc co zrobic. moze zajme sie prezentem bo to za 2 dni.. ruszyłem na polowanie (spokojnie nie takie polowanie) .
znalazłem to czego szukałem dość szybko :
miał na imię .. nie miał go. ruszyłem do akademiku.
*dwa dni potem bo nie chce mi sie czekać *
znalazłem emmalice w jej pokoju. wyciągnąłem ją wesoło i zaciągnałem do mnie do pokoju.
-wszystkiego naj naj!-pocałowałem ją w policzek i podałem jej pudełko z dziurkami na wieczku.
-co.. nie musiałeś!-pisnęła
-musiałem nie kłam-prychnałem.
em odpakowała szybko.
-oh.. NICOOO kocham go!-pisneła i wtuliła twarz w futerko.
-ciesze sie jak go nazwiesz?
-.. Angel..
-czemu?-zaśmiałem sie
-no bo tak.. ale uj nie moge go miec .. moja współ lokatorka ma uczulenie-jękneła
-moze być .. nasz? bedzie mieszkał u mnie ale kiedy zechcesz wpadasz bo to też twoje dziecko?-zaśmiałem sie
<emmalice ?;-;>
-emm emi czy niedługo nie masz urodzin?-klepnąłem sie nagle w głowę.
-t.. tak-zdziwiła się.
-oo -uśmiechnąłem się szeroko i uniosłem złowrogo brwi.
-co ty planujesz?-zapytała i założyła ręce.
-zobaczysz-zaśmiałem się i poszedłem umyć zostawiając ją uprzednio uprzedzając (jezu jaka zawiłość) że ide się myć.
-jak to? nie waż sie!-usłyszałem jak warczy w pokoju. usiadłem cicho pod drzwiami i słuchałem.
-nic ! tak nic !-znowu warczała.
-wal sie!
-nie ! nie waż sie!- i nagle coś chwyciło za klamkę. zerwałem się i uchyliłem drzwi. przedemną stała dziewczyna z czymś niebieskim w ręku. momentalnie spuściłem wzrok bo.. jakaś kuzynka em albop ktos moze byc niebezpieczny.
-witaj Nico-uśmiechneła sie wesoło ale jej głos brzmiał.. jadowicie?
-odwal sie od niego!
-Nie jest twój-uśmiechneła sie muskając moją szczękę.
-podnieś wzrok..
-nie-nie umiałem zrozumieć siebie ale nie chciałem tego zrobić. złapała mnie mocno.
-ODWAL SIE OD NIEGO!-i nagle emmalice nie mogła sie ruszyć.
-em wszystko okej?-skoczyłem w jej kierunku.
-nico .. -warkneła i nagle pisneła. tamta dziewczyna złapała mnie za szczęke i nagle.. puff nic nie czułem. nogi mnie gdzieś niosły. powolnymi krokami . nagle napotkałem przeszkodę.. parapet? nic strasznego! wlazłem i nagle cos w mnie szarpneło. moje ciało rozumiało ci sie dzieje. byłem omotany. starało się mnie obronic i nagle otworzyłem oczy i cofnałem się łapiąc oddech w tył.
-co jest..-tamta dziewczyna była zdziwiona i wyszła. tak poprostu wyszła. emmalice siedziała na ziemi z . o nie ona płakała!. podbiegłem do niej przestraszony.
-ej wszystko okej naprawde-objałem ją. wydawała się taka krucha... (wybacz ale musiałam )
-ciii-oddychałem powoli starając sie zrozumieć co sie stało.
i nagle em wstała i wyszła. siedziałem w pokoju nie wiedząc co zrobic. moze zajme sie prezentem bo to za 2 dni.. ruszyłem na polowanie (spokojnie nie takie polowanie) .
znalazłem to czego szukałem dość szybko :

miał na imię .. nie miał go. ruszyłem do akademiku.
*dwa dni potem bo nie chce mi sie czekać *
znalazłem emmalice w jej pokoju. wyciągnąłem ją wesoło i zaciągnałem do mnie do pokoju.
-wszystkiego naj naj!-pocałowałem ją w policzek i podałem jej pudełko z dziurkami na wieczku.
-co.. nie musiałeś!-pisnęła
-musiałem nie kłam-prychnałem.
em odpakowała szybko.
-oh.. NICOOO kocham go!-pisneła i wtuliła twarz w futerko.
-ciesze sie jak go nazwiesz?
-.. Angel..
-czemu?-zaśmiałem sie
-no bo tak.. ale uj nie moge go miec .. moja współ lokatorka ma uczulenie-jękneła
-moze być .. nasz? bedzie mieszkał u mnie ale kiedy zechcesz wpadasz bo to też twoje dziecko?-zaśmiałem sie
<emmalice ?;-;>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.