Spędziliśmy miło dzień na plaży, a potem wróciliśmy do Akademii. Dzień później wyjechałam nic nikomu nie mówiąc.
*Trzy i pół tygodnia później*
Wyszłam na korytarz opowiadając Lorcanowi o moim długim wyjeździe, odpoczynek dobrze mi zrobił. Poszliśmy na jadalnie, wzięłam kanapkę i usiadłam przy stoliku, przy którym już siedział Lorcan.
- Fajnie, że wróciłaś - powiedział.
- Dzięki. Miło znowu tu być. Tak dawno się nie widzieliśmy. Ktoś odszedł, albo dołączył w tym czasie, gdy mnie nie było? - zapytałam wgryzając się w kanapkę.
- Doszło sporo ludzi, nie jestem w stanie ci ich wymienić, a z tych których znałem i ty chyba też, odszedł Satoru, Toma i jeszcze odeszła Taiga.
- Szkoda, że Toma odszedł. Satoru widziałam kilka razy, ale nigdy nie widziałam, a z Taigą i tak miałam na pieńku - parsknęłam śmiechem, przypominając sobie nasze kłótnie. Po kilku minutach siedziałam już w sali lekcyjnej. Po lekcjach wyszłam z akademii i zaczęłam, tak jak mam to w zwyczaju, biegać. Włączyłam muzykę. Po dwóch kilometrach zaczęło mi doskwierać zmęczenie, ale nie zwracałam na to uwagi. Dalej zacięcie biegłam. Po kolejnych dwóch kilometrach czułam palenie w płucach, powietrze rozsadzało mi je. W głowie miałam dźwięk bicia serca, regularny, ale szybki. W końcu dobiegłam z powrotem do akademii, usiadłam na ławce pod cieniem drzewa. Czułam, jak powoli moje serce przybiera monotonny rytm. Nagle jakiś chłopak usiadł obok mnie na ławce. Rozpoznałam go. Len.
- Cześć! - przywitałam się uśmiechnięta, przez chwilę chłopak mnie nie rozpoznał, ale tylko przez chwilę. Gdy skapnął się, że to ja odwzajemnił uśmiech, jednak tylko ustami. Oczy się nie uśmiechały.
- Tris! Czemu cię nie było?
- Musiałam odpocząć. Kupiłam sobie mieszkanie w Budapeszcie. Ale już jestem i na razie nie mam ochoty nigdzie wyjeżdżać! - powiedziałam. - Ale ciebie coś nęci! Powiedz, co ci jest?
<Len?>
*Trzy i pół tygodnia później*
Wyszłam na korytarz opowiadając Lorcanowi o moim długim wyjeździe, odpoczynek dobrze mi zrobił. Poszliśmy na jadalnie, wzięłam kanapkę i usiadłam przy stoliku, przy którym już siedział Lorcan.
- Fajnie, że wróciłaś - powiedział.
- Dzięki. Miło znowu tu być. Tak dawno się nie widzieliśmy. Ktoś odszedł, albo dołączył w tym czasie, gdy mnie nie było? - zapytałam wgryzając się w kanapkę.
- Doszło sporo ludzi, nie jestem w stanie ci ich wymienić, a z tych których znałem i ty chyba też, odszedł Satoru, Toma i jeszcze odeszła Taiga.
- Szkoda, że Toma odszedł. Satoru widziałam kilka razy, ale nigdy nie widziałam, a z Taigą i tak miałam na pieńku - parsknęłam śmiechem, przypominając sobie nasze kłótnie. Po kilku minutach siedziałam już w sali lekcyjnej. Po lekcjach wyszłam z akademii i zaczęłam, tak jak mam to w zwyczaju, biegać. Włączyłam muzykę. Po dwóch kilometrach zaczęło mi doskwierać zmęczenie, ale nie zwracałam na to uwagi. Dalej zacięcie biegłam. Po kolejnych dwóch kilometrach czułam palenie w płucach, powietrze rozsadzało mi je. W głowie miałam dźwięk bicia serca, regularny, ale szybki. W końcu dobiegłam z powrotem do akademii, usiadłam na ławce pod cieniem drzewa. Czułam, jak powoli moje serce przybiera monotonny rytm. Nagle jakiś chłopak usiadł obok mnie na ławce. Rozpoznałam go. Len.
- Cześć! - przywitałam się uśmiechnięta, przez chwilę chłopak mnie nie rozpoznał, ale tylko przez chwilę. Gdy skapnął się, że to ja odwzajemnił uśmiech, jednak tylko ustami. Oczy się nie uśmiechały.
- Tris! Czemu cię nie było?
- Musiałam odpocząć. Kupiłam sobie mieszkanie w Budapeszcie. Ale już jestem i na razie nie mam ochoty nigdzie wyjeżdżać! - powiedziałam. - Ale ciebie coś nęci! Powiedz, co ci jest?
<Len?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.