Westchnęłam, obserwując tłum uczniów składający się głównie z pierwszaków, ale także ze starszych roczników.
- Coś za dużo ich w tym roku. - mruknęłam, nie przejmując się obecnością Jacka za mną. Juliet zwiała, znikając w tym gąszczu ludzkich ciał, tylko ona miała taki talent do znikania na zawołanie.
- Nie możesz iść jak twoja bliźniaczka, tylko musisz tak sterczeć za mną? - spytałam nieco zirytowana. Niebieskowłosy uśmiechnął się słodko, co tylko spowodowało, że moja irytacja wzrosła.
- Emmalice - zaczął, specjalnie zwracając się do mnie pełnym imieniem, a ja poczułam przemożną chęć zdzielenia go po tym pustym łbie. - Jak ty traktujesz swojego rodzonego kuzyna? - spytał ze smutną minką. Uniosłam w górę brwi, posyłając mu ironiczny uśmieszek, po chwili obydwoje parsknęliśmy śmiechem.
- A teraz mów, kto rzekomo cię poderwał? - niemal się udławiłam powietrzem, a ta menda obserwowała to z rozbawieniem. Gdyby nie szkła kontaktowe, które miał, obróciłby się w kamień.
- Ta mała... - zaczęłam złorzeczyć pod nosem. - Czy to ważne? - próbowałam się wymigać od odpowiedzi, ale chłopak już otwierał usta, jednak dzwonek go zagłuszył. Moje wybawienie! Zamilkł, wywiercając we mnie dziurę swoim spojrzeniem. Mamrocząc parę niezrozumiałych słów, ściągnął swoje okulary i włożył mi je na nos, a potem sam uciekł na zajęcia. Zaś ja poszłam w stronę pokoju Chmur. Coś częstym bywalcem tam byłam, ale cóż... Otworzyłam bez pukania drzwi.
- Znów opuszczasz lekce? - nieważne, że sama na nich nie byłam. Miałam teraz numerologię, której szczerze nienawidziłam, więc wiele nie stracę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.