środa, 14 stycznia 2015

Od Tomy C.D Tris

Zacząłem chodzić po domu, wszędzie unosił się ohydny zapach alkoholu czy też zgniłego już jedzenia. Stanąłem na środku salonu. Kanapa wyglądała jakby była porośnięta mchem, a mały telewizor w koncie miał dziurę. Najwyraźniej ktoś miał dobrą zabawę lub też stracił kontrolę nad sobą. Tradycyjne drewniane stare szafy. Podszedłem do okna i je otworzyłem, by przynajmniej część zapachu się ulotnił. Wypadałoby tu posprzątać, gdyby Tris miała się tu przeprowadzić, jednak to jak zareagowała na śmierć ojca raczej nie prowadzi do takiego wydarzenia. Sam nie wiem gdzie się zapodzieje. Pewnie wynajmę coś małego, może przy okazji Tris się zgodzi mieszkać ze mną, we dwójkę raźniej w dodatku łatwiej opłacić. Wyszedłem z salonu, na korytarz i dostrzegłem kolejne zbite szkło. Poczułem wielki żal w sercu, co ta dziewczyna musiała przejść? Pewno brak jej rodzinnej miłości. Wszedłem do kuchni. Znowu tradycyjnie, szare płytki, które pewnie pod tą warstwą brudu były białe jak perły. Stół... szafki... no i zgnite jedzenie. Jak jej ojciec mógł tu mieszkać? Zadawałem sobie w głowie dużo pytań, wręcz się na siebie nakładały. ten zapach zaczął drażnić mój nos i wyszedłem z tego pomieszczenia, widziałem na razie tylko trzy drzwi, jedno pewno do sypialni, kolejne łazienka.. no i któryś to pokój Tris. Podszedłem do najbliższego, sypialnia... Nie różniła się stanem od reszty pokoi. Ruszyłem dalej i usłyszałem cichy szloch. Podszedłem powoli do dzrwi i je otworzyłem. Dziewczyna była owinięta kocem i płakała.
- Tris co się stało? - Spytałem podchodząc
- Wspomnienia - Wydukała
- Przykro mi - Starałem się zachować miły i kojący głos by ją uspokoić
Niestety było to trudne, gdyż żal wręcz odbierał mi mowę. Kucnąłem przed dziewczyną i złapałem ją za ręce.
- Hej... Tris spokojnie... - Wyszeptałem - Wszystko będzie dobrze... - Mówiłem miło i podniosłem kąciki ust - Chodźmy stąd - Odparłem pomagając jej wstać
- Moja mama... - Wydukała
- Spokojnie...
Kiedy wyszliśmy z domu od razu skierowałem się w stronę pociągu. Podróż trwała wiele godzin, w dodatku byliśmy tutaj dość sporo czasu, ale nie chciałem by moja towarzyszka musiała oglądać dalej ten dom który wywołuje tylko smutek i rozpacz. Czuje, że matka Tris była na prawdę wspaniałą kobietą... Poszedłem kupić bilety no i chusteczki po drodze. Starałem się zasłaniać dziewczynę by inni nie widzieli jej łez, na nasze szczęście jeden przedział był pusty. Usiadłem na przeciwko dziewczyny.
- Wszystko dobrze? - Spytałem widząc, że już spokojnie oddycha
- Tak... Ale nie musimy wracać, pewnie dotrzemy o dwudziestej drugiej do Akademii, nie lepiej było by tutaj przenocować? - Spytała
- Mówisz jakbyś chciała ominąć lekcje - Zaśmiałem się, żeby ją trochę rozweselić
Zauważyłem tylko cień uśmiechu który po chwili zniknął. Przez całą podróż Tris patrzyła przez okno zamyślona ze "szklanymi oczami". Gdy dotarliśmy, szturchnąłem dziewczynę z uśmiechem by się ruszyła. Miała przed oczami znajomą stację a nawet nie zareagowała. Zaniosłem jej bagaż do pokoju. Dziewczyna pożegnała się ze smutkiem na twarzy. Z bolącym sercem opuściłem jej pokój i poszedłem spać.

Rano jak zwykle ruszyłem na śniadanie niestety nigdzie nie widziałem Tris. Mało zjadłem wręcz tylko ugryzłem kanapkę którą przygotowałem, cały czas rozmyślałem co może sie z nią dziać, czy przypadkiem czegoś sobie nie zrobiła? Wystraszyłem się na ta myśl, ale mój medalion nie świecił, nagle dostrzegłem jak wchodzi do sali.
- Tris! - Wskoczyłem do klasy jak poparzony
- Hej - Powiedziała podnosząc kąciki ust
- Nie było cię na śniadaniu - Usiadłem koło niej
- Nie jestem głodna - Wyszeptała kładąc ręce na stole a na nich głowę
- Dobrze się czujesz? - Dopytałem
- Tak, tak... - Mówiła nieobecna
Po chwili rozbrzmiał dzwonek i jakże niezawodny nauczyciel już był w sali stawiając uwagi tym którzy się spóźnili. Starałem się skupić na słowach nauczyciela lecz to była jak walka samym ze sobą. Spojrzałem kontem oka na Tris, zauważyłem że spała. Wyciągnąłem rękę i podniosłem książkę by nauczyciel nic nie zauważył.
Hiyokoi 6
- To będzie na teście - Wyszeptałem do siebie uśmiechnięty
Kiedy lekcja się skończyła podszedłem dziewczynę lekko dotykając ją za ramię. Wręcz wyskoczyła w powietrze, i widać że nie śniła o niczym dobrym. Cóż jak zasypała wieczorem swoją głowę złymi wspomnieniami to się nie dziwię. Przy okazji ręką zwaliła książkę. Podniosłem ją z uśmiechem
- To twoje - Powiedziałem miło

< Tris? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.