Trochę się na mnie wkurzyła... no, może bardziej niż trochę. Co prawda nie do końca zrozumiałem jej wściekłość, ale może i ma rację - napadł ją przed samą akademią. Tam, gdzie nie powinno go nawet wpuścić, ale jest jej ojcem, może ją odwiedzać choć ona wyraźnie tego nie chce.
Gdy Tris odeszła, ja zostałem na stołówce jeszcze kilka minut po czym udałem się do stajni by pooglądać konie się w niej znajdujące. Może nie jest to zbyt ekscytujące zajęcie ale wolałem nie wracać do pokoju ze względu na prawdopodobieństwo spotkania w nim wściekłej dziewczyny co mogłoby być dla mnie niebezpieczne.
Po kolei podchodziłem do każdego boksu próbując nakłonić konie do podejścia bliżej, skusił się jednak tylko jeden, a i tak zdawał się być przestraszony. Może to wina moich uszu i czerwonych oczu z których obecności zdałem sobie sprawę dopiero, gdy przed wyjściem ze stajni jedna z nauczycielek zwróciła mi uwagę.
- Lorcan, po szkole nie chodzimy z uszami. - nie mam pojęcia skąd znała moje imię bo jeszcze nie miałem z nia lekcji, ale nauczyciele zawsze mieli swoje sposoby na dowiedzenie się niektórych informacji o swoich uczniach. Do tego jeszcze ogon, którego jakimś cudem wcześniej nie zauważyłem. Zazwyczaj to on pierwszy daje mi znać, że się przemieniłem. Zawsze coś nim potrącę, przewrócę, uderzę. No, ale co miałbym strącić w stajni? W przejściu prawie nic nie stało...
Gdy wróciłem do pokoju Tris jeszcze nie było, tak więc usiadłem na swoim łóżku, jednak po chwili się zjawiła.
<Tris? Sory, że długo ale weny mi brakło...>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.