Na Livernell, cóż to za uparte dziewczę jest. Takie małe to, a takie irytujące to. Pokręciłem z niedowierzaniem głową, gdy wzruszyła ramionami. Czyżby straciła całą energię do walki? Jaka szkoda, z kim ja teraz będę prowadzić słowne potyczki? Westchnąłem teatralnie, przewróciłem oczami, założyłem słuchawki na uszy i stwierdziłem, że nie chce mi się myśleć. Skierowałem się w stronę biblioteki, rozpoczynając walkę z półkami. Nie ma nikogo, kto zrobiłby tu jakiś rejestr, czy coś? Liczebność książek powala na kolana, ale jest irytująca, gdy szukasz konkretnej pozycji i za cholerę nie możesz jej znaleźć. Coraz bardziej wnerwiony przeszukiwałem konkretne działy, usilnie starając się nie zerkać na wiszący na pobliskiej ścianie zegar. W końcu zrezygnowałem, włożyłem ręce do kieszeni i pokonany dowlokłem się do swojego pokoju. A przynajmniej miałem taki zamiar. Już na drugim piętrze słychać było czyjeś krzyki. Po dotarciu na trzecie wrzaski przebijały się nawet przez muzyką lecącą na maksymalną głośność w moich słuchawkach. Na czwartym miałem szczerą ochotę ukatrupić właścicielki piskliwych głosów. Livernell, takich się powinno zamykać w białych pokojach z żółtymi papierami. Zdruzgotany doczołgałem się praktycznie na moje piętro, żeby prawie oberwać lecącym zeszytem. Zdążyłem się uchylić, a obiekt uderzył w ścianę. Przeniosłem wzrok na twórczynie zamieszania - Niemą Wiedźmę i Emmalice, które obecnie demolowały korytarz. Jedna z moich brwi samoistnie powędrowała do góry. Z wrażeniem deja vu rzuciłem zaklęcie uciszające na obie dziewczyny, lustrując je wzrokiem.
- Nie możecie wytrzymać pięć minut bez darcia się na siebie? - spytałem.
- Nie możecie wytrzymać pięć minut bez darcia się na siebie? - spytałem.
(Wybacz, że tak długo to trwało i jest tak krótko. Siedzę niby chora w domu, ale i tak nic nie robię. ;/)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.