Gdy usłyszałam jego słowa, poczułam jak moja twarz zaczyna się robić czerwona. Nie przepadałam, za tym uczuciem, a przez niego bardzo często gościły one mych policzkach, jednak pomimo, iż już byłam trochę do tego przyzwyczajona to moja reakcja cały czas była taka sama. Jednak w tej chwili najważniejsze było, że się wybudził, tak bardzo bałam się, że stanie się coś innego, obawiałam się tego przez wszystkie godziny, jakie spędziłam siedząc nad nim. Żeby nie zauważył mych rumieńców usiadłam za nim opierając się o niego plecami i łapiąc za rękę
- Czasem jesteś strasznym głupkiem - powiedziałam patrząc na regał, gdzie stały jakieś książki, zapewne romansidła ciotki. - Ale takiego Cię lubię - dodałam po chwili z lekkim śmiechem
- Wiem o tym - powiedział pewnie, i pomimo iż go nie widziałam to mogłabym być pewna, że właśnie w tej chwili uśmiecha się pokazując swoje białe ząbki
- Wiesz mam coś dla Ciebie - powiedziałam nagle wstając
- Co takiego? - zapytał nie zmieniając wyrazu twarzy, pobiegłam do pokoju, nawet nie minęło pięć minut kiedy wróciłam z bluzką, zakładając mu ją jednym ruchem
- Kiedyś Ty je kupiła? - zapytał zaskoczony patrząc raz na mnie, raz na siebie
- Kobieca tajemnica. Podoba Ci się? - zapytałam siadając na przeciwko niego i patrząc wyczekująco
- Nie jest zła, może nie mój styl - powiedział z uśmiechem
- Ale ładnie Ci w niej - Nachyliłam się nad nim po czym pocałowałam
Chciałam się odsunąć, jednak nie dał mi nawet szansy, przycisnął mnie jeszcze bardziej do siebie pogłębiając pocałunek, nie stawiałam żadnego oporu, jego język delikatnie dotykał mojego po czym uciekał, zupełnie tak jakby chciał, żebym go goniła. Po chwili poczułam jak jego ręce przemieszczają się pod moją bluzką
- Dalej jesteś ranny - przypomniałam mu
- Ta noga jest prawie jak nowa - jedna ręka delikatnie pieściła mój tył, a druga dalej znajdowała się pod bluzką
- Dopóki nie wyzdrowiejesz nie ma żadnych takich zabaw - powiedziałam siadając po drugiej stronie kanapy
- Jesteś okrutna - mruknął jedynie
- Wiem o tym - pokazałam mu język, ziewając i przeciągając się
- Czyżbyś była zmęczona? - spojrzał na mnie z uśmiechem
- Nie spałam za wiele - przyznałam uśmiechając się lekko - Chcesz arbuza? - zapytałam nagle wstając
- Chętnie
- To poczekaj tylko pójdę się przebrać
W pokoju zaczęłam szperać w torbie z rzeczami, w końcu odnalazłam jakieś spodenki i bluzkę. Ściągnęłam bluzkę i praktycznie odpięłam już guzik u spodni, kiedy w drzwiach zauważyłam Satoru
- Miałeś leżeć - powiedziałam patrząc na niego z irytacją, jak będzie za często wstawać to ta rana może mu się jeszcze bardziej pogłębić
- Ciekawość była silniejsza - wzruszył jedynie ramionami
- Sio na swoje miejsce! - pokazałam palcem w stronę salonu
- Nie pokazuje się palcem - w odwecie pokazał mi język
- Ciesz się, że jesteś ranny - mruknęłam jedynie szybko się ubierając. Po kilku minutach zmusiłam go, aby siedział na kanapie i nigdzie się z niej nie ruszał, chodź nie powiem łatwe to nie było. Poszłam do kuchni i ukroiłam dwa kawałki arbuza wracając na miejsce. Podałam mu jeden i sama zaczęłam jeść swój kawałek
Uśmiechnęłam się lekko i wytarłam buzię. Siedzieliśmy tak do 19, aż w końcu chłopak usnął na moich kolanach, nie przeszkadzało mi to, wręcz przeciwnie lubiłam go delikatnie miziać po włosach. Po godzinie lub dwóch, wyłączyłam telewizor i sama usnęłam. Miałam przyjemny sen, w końcu coś przyjemnego, ostatnio miewałam same koszmary, ale ten był wyjątkowy, aż nie chciałam się budzić. Jednak promienie słoneczne, nie dawały za wygraną i cały czas raziły mnie po oczach. Odwróciłam się w stronę Satoru
- Dzień dobry, moje kochanie - wyszeptałam mu kojącym głosem
- Dzień dobry - powiedział z uśmiechem.
Wstałam i chciałam ruszyć do kuchni po wodę, jednak moją uwagę przykuła biała koperta pod drzwiami, podniosłam ją i o dziwo była zaadresowana do mnie
Taigo
Pomimo tego iż się mnie wyrzekłaś, nie oznacza to, że nie jestem Twoim ojcem.
Nie podoba mi się szkoła do której chodzisz, masz z niej zrezygnować.
Tam jest za dużo ras, nie pasujesz tam.
Daje Ci ostatnią szanse, możesz do mnie wrócić, a jeśli nie to wiedz, że nie będziesz miała nawet grosza przy duszy i po prostu Cię z tej szkółki wywalą.
Decyzja należy do Ciebie, numer jest na odwrocie
Twój ojciec
W jednej chwili schował list pod jakąś gazetę, nie chciałam i tym razem mieszkać w to Satoru, do akademii nie może przyjść, a tutaj nie wparuje, gdy jestem z kimś, po prostu strach mu na to nie pozwala. Oparłam się o mały stolik i wzięłam dwa głębokie wdechy
- Taiga wszystko okej? - usłyszałam leniwe kroki w moją stronę
- Tak, wydawało mi się, że coś widzę - powiedziałam z uśmiechem - Kładź się do łóżka, zaraz zrobię śniadanie i Ci podam - powiedziałam idąc do kuchni
- Przecież już jest dobrze - przewrócił oczami
- Daj mi się jakoś odwdzięczyć i się połóż - nakazałam, zrobił dziwną minę po czym wrócił na swoje miejsce. Po 10 minut śniadanie było gotowe, wzięłam wszystko na tackę i położyłam ją na stoliku, siadając tam, gdzie jeszcze kilka minut temu leżałam - Smacznego - powiedziałam
- Wszystko okej? - zapytał
- Mhm - kiwnęłam głową
Zamyślony zajął się śniadaniem, między nami długo panowała niezręczna cisza, której tak bardzo nie lubiłam.
- Chce się całować - powiedziałam nagle
( Satoruś? ^^ )









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.