Słoneczko świeci za oknem, ptaszki śpiewają, a ja i Silia znów się kłócimy. A myślałam, że się pogodzimy, ale ta myśl była tak trwała jak domek z kart. W zaledwie kilka minut zdołałyśmy się pokłócić i zdemolować połowę korytarza, dziwi mnie, że nikt nie przyszedł, żeby nas uciszyć. Gdy już miałam wyrzucić z siebie całą złość, ze zdumieniem zorientowałam się, że nie mogłam mówić. Zresztą czarnowłosa również, wyglądała jakby wiedziała kto za tym stoi. Obydwie odwróciłyśmy się w stronę osobnika, zmrużyłam groźnie oczy, widząc Feliksa, nie mógł być to ktoś inny? Otworzyłam usta, ale przypomniałam sobie o zaklęciu uciszającym, które prawdopodobnie rzucił. Powędrowałam wzrokiem za kuzynką, która poszła w stronę zeszytu, wcześniej rzuconym przeze mnie. Znieruchomiałam, cholera! Już miałam ruszyć w jej kierunku, żeby go nie podnosiła, jednak było za późno. Kiedy tylko go podniosła, natychmiast puściła jak oparzona. Po krótkiej chwili z kamienną twarzą podała mi go, po czym odwróciła się w stronę czarnowłosego, wyciągając ze swojej torby kartkę i długopis.
- A ty zawsze musisz się napatoczyć w nieodpowiednim momencie? - przeczytałam słowa ze złośliwym uśmieszkiem, obserwując trzynastolatkę kątem oka. Silia zdjęła okulary i bransoletkę, co przyjęłam z niemałym zdziwieniem, a potem spojrzała mi w oczy, wzdychając.
Pokój?
Skinęłam głową na znak zgody, po pierwsze nie miałam siły się z nią kłócić, a po drugie nie umiałam się już na nią gniewać.
(Nic nie szkodzi c:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.