- Tom. Wstawaj, siódma – obudziłam go, jeszcze nieprzytomna. Chłopak otworzył oczy.
- Musiałem tu zasnąć.
- Spoko. Po prostu musimy iść na zajęcia – wstałam i ruszyłam do łazienki, a Tom wyszedł z pokoju, żegnając się. Nie mając już czasu na śniadanie, ruszyłam na lekcje. Dzisiaj było nawet ciekawie, przynajmniej szybko zleciały. Chociaż na ostatniej lekcji – literaturze rozszerzonej była kartkówka z regulaminu, a ja nic nie pamiętałam, więc oddałam pustą kartkę.
No bo z całym szacunkiem, ale kartkówka z regulaminu? Po lekcji zamiast pójść na lunch poszłam do dyrektorki, aby oznajmić, że Toma pojedzie ze mną na pogrzeb ojca. Podeszłam do drzwi i zapukałam, gdy usłyszałam „proszę”, weszłam.
- Dzień dobry. Chciałam oznajmić, że Toma pojedzie ze mną na pogrzeb i proszę, aby pani zwolniła go z sobotnich lekcji – poprosiłam.
- Jesteś pewna, że z nim chcesz jechać?
- Tak. Do widzenia – wzięłam od dyrektorki bilety na pociąg i wyszłam, a potem skierowałam się na jadalnie na lunch, noga mnie już nie bolała, więc mogłam chodzić bez kuli. Za pozwoleniem, usiadłam obok Toma.
- Cześć, gdzie byłaś? – zapytał.
- U dyrektorki, musiałam poprosić o zwolnienie cię z jutrzejszych lekcji, no i wzięłam bilety – odpowiedziałam.
- Dalej nie jestem pewien, czy powinienem pojechać z tobą.
- Proszę. Nikt nie zna mnie na tyle dobrze, żeby ze mną jechać, a sama nie dam rady – poprosiłam go, a chłopak pokiwał niepewnie głową.
- No dobrze. O której mamy pociąg?
- Wiedziałam, że się zgodzisz – rozpromieniłam się i spojrzałam na bilet. – Na dziesiątą. Muszę już iść. Do jutra i jeszcze raz dziękuję, że ze mną pojedziesz.
Wstałam od stolika i poszłam do swojego pokoju, zauważyłam, że mojego współlokatora, Lorcana, nie było od kilku dni, ale to nie mój problem. Zrobiłam zadanie na poniedziałek, a potem, gdy już było późno położyłam się.
Następnego dnia, obudziłam się o piątej. Nie umiałam dalej spać, więc wstałam i ubrałam się, miałam ochotę ubrać się w moją ulubioną bluzkę „kolejna szczęśliwa dziewczyna”, bo w końcu byłam szczęśliwa, że ojciec umarł.
Ale w końcu ubrałam się w ciemne spodnie i czarną bluzkę. O godzinie dziewiątej wzięłam torebkę i poszłam na śniadanie. Chwilę później przysiadł się do mnie Toma i zaczął konsumować kanapki, ale ja nie mogłam nic przełknąć. Czterdzieści minut później byliśmy na dworcu i usiedliśmy w ostatnim przedziale.
- Przed nami dwugodzinna jazda – oznajmiłam. – Muszę potem kupić jakieś kwiaty.
- Kwiaty? Przecież go nie lubiłaś.
- No tak, ale to jednak mój ojciec. Niech będzie, że go kochałam – to ostatnie słowo ledwo przeszło mi przez gardło. – Jak skończę edukację na akademii to muszę gdzieś zamieszkać, może jakaś ciotka mnie przygarnie.
Reszta podróży minęła w ciszy. Gdy wybiła godzina trzynasta byliśmy na cmentarzu, w jednej ręce trzymałam kwiaty, a w drugiej parasol. Nie dość, że byłam na pogrzebie to jeszcze pogoda była beznadziejna. Mimo że miałam ochotę się popłakać, utrzymywałam kamienną twarz.
Po pogrzebie poszłam z Tomem do kancelarii, aby adwokat przeczytał testament. Przed kancelarią stał ochroniarz i sprawdzał dokumenty
- Proszę o dokumenty
- Proszę – podałam mu.
- Dobrze, ale kto to jest? – zapytał, patrząc na Toma.
- Mój kolega.
- Przykro mi, ale nikt nie z rodziny nie może być na czytaniu testamentu.
- Ale to jest…
- Tris – przerwał mi Tom. – Spokojnie, poczekam.
Uśmiechnęłam się i przeprosiłam go, a potem weszłam do budynku, usiadłam naprzeciwko adwokata. Zaczął czytać testament. Nie słuchałam dopóki nie usłyszałam swojego imienia. Od razu ożyłam.
- Beatrice Prior, zostawiam swój dom, aby o niego zadbała.
Jedyne, co o mnie napisał… Nawet nie napisał, że jestem jego córką. Bydlak. Abym o niego zadbała. Prychnęłam i wyszłam, nie słuchając dalej. Podeszłam do Toma.
- I co ci dał?
- Dom, abym o niego zadbała – mruknęłam ponuro. – Hojny.
- Pójdziesz tam?
- Pójdę, ale chodź ze mną – pociągnęłam go i ruszyłam do mojego starego domu, razem z Tomem. Zawahałam się przed otwarciem drzwi.
- Śmiało – zachęcił mnie Tom. Westchnęłam i otworzyłam drzwi. W domu panował chaos, zbite butelki po wódce leżały na podłodze. W powietrzu unosił się smród alkoholu. Weszłam do swojego malutkiego pokoju.
- Tutaj mieszkałam, przez całe życie tutaj było tak samo – uśmiechnęłam się ponurą do chłopaka. Chodziłam po pokoju, wszystko leżało do góry nogami. Zaglądnęłam pod łóżko, leżało tam małe pudełeczko. Sięgnęłam po nie i otworzyłam siadając na łóżko. W pudełku była bransoletka, którą dostałam, od mamy, gdy jeszcze żyła. Przypomniał mi się dzień, kiedy ją dostałam, kilka godzin przed jej śmiercią. Miałam wtedy kilka lat.
Ojciec znowu wrócił uchlany. Zaczął bić mamę. Uciekłam do siebie, płacząc. Kilka minut później przyszła do mnie mama. Była cała w siniakach. Ja siedziałam pod łóżkiem, jak zwykle, gdy się bałam ojca.
- Kochanie – powiedziała swoim łagodnym głosem. – Chodź tu.
- Boję się – zaszlochałam.
- Nie musisz się bać. Jestem tu sama. Możesz wyjść.
Powoli i niepewnie wyszłam spod łóżka i usiadłam na łóżku obok mamy, trzymała w rękach malutkie zawinięte pudełeczko.
- Chciałabym ci coś dać.
- Czemu?
- Nie pamiętasz? Masz dzisiaj urodziny.
- Nigdy nie dawaliście mi prezentów.
- Ale to wyjątkowe urodziny. Ja w twoim wieku dostałam od mamy to – odpowiedziała, otwierając pudełeczko, gdzie leżała malutka bransoletka z kluczem wiolinowym. Była przepiękna. Przyjęłam od mamy prezent i rzuciłam jej się w ramiona. Gdy wróciłam do salonu dwie godziny później, mama leżała na podłodze z nożem wbitym w brzuch. Jak tylko to zobaczyłam, poczułam wszystko na raz, złość na ojca, żal do ojca, nienawiść do ojca, ogromny smutek, przerażenie, bezradność, bezsilność. Łzy lały sie, mimo że tego nie chciałam, mimo że chciałam pokazać ojcu, że jestem silna, nie potrafiłam. Wtedy pierwszy raz uciekłam, poszłam do swojej koleżanki, której wszystko opowiedziałam. Ludzie uważali mnie, za trudne dziecko, które przysparza tylko kłopoty ojcu. Nikt nigdy się nie dowiedział, że ojciec zabił mamę, a mnie bił…
Wzięłam bransoletkę do rąk i nie mogłam już powstrzymać łez, rozpłakałam się na dobre. Od śmierci mamy nie uroniłam ani jednej łzy, ale tego już było za dużo. Pogrzeb ojca, stary dom, bransoletka…
<Toma? Miałam wenę, 1020 słowa ^^>




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.