sobota, 31 stycznia 2015

Od Emmalice, CD Nico

Gdy pielęgniarka opatrzyła mnie i nieprzytomnego chłopaka, do pomieszczenia wpadł Ethan. 
- Za drzwi. Teraz. - krótkie polecenie padło z jego ust, a ja bez protestów wyszłam na chwiejnych nogach, a za mną blondyn. Najpierw rozpoczął się ochrzan, potem wypytywanie, później kłótnia, która skończyła się powiadomieniem ojca. Wspaniale, lepiej być nie mogło. Weszłam do pomieszczenia, wzdychając ciężko i podeszłam do Nico, który się obudził. Usiadłam na skraju materaca, nie chcąc przygnieść skrzydła chłopaka.
- Nico, wyprawisz mi pogrzeb gdy zginę? - spytałam ni rozbawionym, ni zrezygnowanym tonem.
- Skąd takie pytanie? - zaśmiałam się gorzko, słysząc jak teraz on zadaje pytanie.
- Bo nie przeżyje tego spotkania. - stwierdziłam, unosząc kąciki ust w słabym uśmiechu i poprawiłam bandaże na moich dłoniach. Nie minęła chwila, kiedy do pomieszczenia wpadły dwie osoby, a za nimi jeszcze jedna. Otworzyłam oczy ze zdumienia i rozchyliłam usta w niemym zdziwieniu, miał być tylko ojciec!
- Marceline. - otrząsnęłam się, słysząc swoje drugie imię. Zlustrowałam wzrokiem kobietę o czarującej urodzie, blond włosy spływały falami po jej ramionach, a znajome zielone oczy wpatrywały się we mnie z troską. Potem przeniosłam spojrzenie na mężczyznę, który patrzył na mnie z beznamiętną miną, lecz w jego złotych tęczówkach widziałam złość.
- Mark to zrobił. - odpowiedziałam za nim padło niechciane pytanie. Mimo, że brat na marne chciał się dowiedzieć, czyja była to sprawka, to jemu nie odpowiedziałam, ale tacie tak. I tak się by dowiedział, w ten czy w inny sposób. Nie chciałam się nawet przyglądać trzeciemu gościowi, który do nas zawitał, ponieważ już wiedziałam kto to. Ojciec otwierał parę razy usta, żeby coś powiedzieć, jednak ostatecznie milkł. Zmierzył wściekłym spojrzeniem Nico i wyszedł bez słowa, trzaskając drzwiami. Będę miała kolejną osobę na sumieniu, choć jej nie zabiję. Matka podeszła do mnie, przytulając mocno i całując w czoło, ale się nie odezwała. Wiedziała, że teraz rozmowa ze mną jest bezsensowna, więc puściła mnie i wyszła za ojcem. Wbiłam wzrok w podłogę, czekając aż jeden z nich się odezwie. Albo Nico, albo ten drugi. 
- Marci, ciebie to zawsze kłopoty znajdują. - w końcu usłyszałam, jak wzdycha ciężko i usiadł obok mnie. - A ciebie nie znam. Jestem Leo. - przedstawił się chłopakowi, a ja uparcie patrzyłam na podłogę. 
- Ethan po ciebie zadzwonił? - spytałam.
- Nie, Silia. - odpowiedział, zerkając na mnie zza okularów i dmuchając balona z gumy. - Wyglądasz lepiej niż opisywała. - stwierdził, czochrając mnie po głowie. 

(A to Leo c:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.