poniedziałek, 12 stycznia 2015

Od Tai Cd. Satoru

Stałam jak wmurowana, nie wiedziałam co robić. Nic do mnie nie dochodziło, skoro Satoru na prawdę ich zabił to kiedy to zrobił? Przecież kładł się spać równo ze mną, a ja wstawałam wcześniej i był na swoim miejscu, nie było na nim kropli krwi. Jednak nie obchodzi mnie to czy to zrobił czy nie, wybiegłam z domu chcąc ich jak najszybciej znaleźć. Usłyszałam hałas, skomlenie,  od razu udałam się w to miejsce. Stanęłam jak wryta, jednak widząc, jak Satoru jest gryziony i atakowany, nie mogłam się powstrzymać, aby nie krzyknąć, jednak szybko tego pożałowałam, przez to było jeszcze gorzej. Mimo iż chłopak wygrał to opadł na ziemię. Praktycznie od razu przy nim byłam
- Satoru nie zamykaj oczu! - krzyczałam do niego, jednak on z lekkim uśmiechem po prostu je zamknął
Czułam jak łzy lecą mi po policzku, jedna za drugą spadając na koszulkę chłopaka. Dotknęłam jego twarzy, klepałam go, starałam się go ocucić
- Satoru to nie jest śmieszne - mówiłam czując, że głos sam mi się łamie - Otwórz te cholerne oczy! - krzyknęłam ponownie zalewając się łzami
- On żyje - powiedział Zack, przestraszonym głosem - Pomogę Ci go zanieść do domu, trzeba go opatrzyć i... - zatrzymał się
- I co? - zapytałam patrząc na niego
- I potrzebuje krwi, do energii - westchnął, podniósł go za nogi, podczas, gdy ja trzymałam go za ramionami, po chwili byliśmy w małym domku, gdzie ułożyliśmy go na kanapie. Przyniosłam bandaże i wodę utlenioną. Zack mi pomagał, mówił co mam robić, jednak sam nie chciał go dotykać, nie wiem dlaczego nie interesowało mnie to w tej chwili, po dwóch godzinach opatrzyłam mu wszystkie rany, niektóre trzeba było szyć, teraz dziękuje ciotce, że kiedyś mnie tego nauczyła. Przykryłam go kocem
- Taiga... - zaczął mój kuzyn, ale ja jedynie wbiłam wzrok w Satoru
- Oni nie są źli, uwierz chcieli bronić swoich - zaczął
- Możesz mi wierzyć na słowo, że jeśli on z tego nie wyjdzie to zabije każdego wilkołaka jaki stanie mi na drodze, ale najpierw odnajdę Ciebie - powiedziałam poważnie nawet nie podnosząc wzroku
- Tai proszę - chciał mnie złapać za rękę, jednak szybkim ruchem ją wzięłam
- Nie proś po prostu wyjdź i módl się, żeby z tego wyszedł cały - mruknęłam - Bo inaczej zapomnę, że mamy ze sobą coś wspólnego
Nic już nie odpowiedział, po prostu wziął kurtkę i wyszedł na zewnątrz. Zamknęłam jedynie za nim drzwi, wracając na miejsce. Siedziałam na stole patrząc na nią. Wzięłam mały nożyk, który leżał obok. Zacisnęłam zęby i zrobiłam małą ranę.
Krew zaczęła powoli lecieć mi po ręce. Przyłożyłam ją do ust Satoru, patrząc jak krople powoli spadają do jego przełyku. Po kilku minutach zauważyłam jedynie, że to przełknął, jednak dalej nie otworzył oczu, ani nie zmieniał pozycji. Poszłam do kuchni robiąc sobie coś do jedzenie i wracając obok niego
- Wiesz, jak jem z Tobą to lepiej to wszystko smakuję - powiedziałam kończąc posiłek - Przepraszam Satoru, gdybym wtedy milczała, albo siedziała tutaj - zaczęłam patrząc na niego - Proszę nie odchodź, nie zostawiaj mnie - powiedziałam czując łzy w oczach. Położyłam się na ziemi, obok niego. Mając nadzieje, że wieczorem się wybudzi
Praktycznie w ogóle nie spałam, nie mogłam. Cały czas myślałam o najgorszym, o tym, że przeze mnie nie wybudzi się osoba którą pokochałam, z którą czułam się dobrze i bezpiecznie, przy której mogłam być sobą. Nawet nie wiem kiedy nastał świt. Zrobiłam kolejne nacięcie napuszczając mu kilka kropel do ust, tak samo jak popołudniu i wieczorem. Jednak przez cały dzień nic się nie zmieniło. Związałam swoje ręce bandażem. Nie chciałam spać, jednak to było już silniejsze ode mnie, druga noc bez spania to za dużo nawet jak na mnie
( Satoru? ^^ )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.