- Usiądź - Pokazałem na kanapę
- Nie musisz... - Odparła
- Po prostu to zrób - Powiedziałem
Dziewczyna posłusznie to zrobiła a ja wziąłem jej dłoń i zawinąłem bandażem.
- Przepraszam, ze cię wystraszyłem
- Tak mówisz, ale myślisz inaczej - Podniosłem kąciki ust - Idź spać, dzisiaj się już prześpię na kanapie - Odparłem
- Dobrze - Pokiwała głową i odeszła - A Satoru...
- Tak? - Spojrzałem na nią
- Dobranoc... - Wyszeptała i zamknęła drzwi
- Tak, wzajemnie... - powiedziałem jakby do siebie i się położyłem
O zasnięciu nie było mowy, byłem zdenerwowany targały mną emocje, a na dodatek znowu miałem pragnienie krwi... Zdałem sobie sprawę, że nie ma co walczyć i gdy byłem pewny że Tai śpi wyślizgnąłem się w poszukiwaniu tych gnid. Zapach był mocno rozproszony, pełno tu tych pchlarzy, ale w końcu dostałem się na balkon jednego z nich, powoli uchyliłem okno. A wiatr sprawił, że walnęły z hukiem o ściane.
- Co jest? - Powiedział zaspany chłopak wychodząc z łóżka i podchodząc do okna - Dał bym słowo że je zamknąłem - Ziewnął, ale po chwili już pluł krwią
- Ty... - wyszeptał
Uśmiechnąłem się tylko.
- Nie wiesz, że pań się nie bije? - Zapytałem wyjmując z jego wnętrza rękę, którą oblizałem na jego oczach. Wilkołak upadł. - Jeśli cię znajdą za chwilę to może przeżyjesz - Mruknąłem zeskakując z okna i kierując się dalej. Tym razem trafiłem na domek który wyglądał na opuszczony... Raczej będzie mu się lepiej żyło bez pcheł... Wszedłem tam bez problemu. Moja ofiara była wyjątkowo czujna bo juz na mnie czekała.
- Myślisz, że nie wyczuje krwi kumpla? - Warknął
- Aż tak go lubiłeś? - Spytałem oblizując dłon z krwi - Moze chcesz wiedzieć jaka jest jego krew? - Zapytałem z uśmiechem
Wkurzony rzucił się na mnie z krzykiem, łatwo to ominąłem, a gdy się odwrócił wycelowałem prosto w serce.
- Nie ujdzie ci to an sucho... - Dukał z ziemi
- Owszem ujdzie - Powiedziałem śmiejąc się
Nagle do domku wpadł jakiś starszy mężczyzna, najwyraźniej patrzył z szokiem w oczach na swojego braciszka.
- Ty... Krwiopijco! - Krzyknął
- Może tym razem bardziej się zabawie - Powiedziałem roześmiany i zamiast zadawać ostateczny cios to zacząłem się z nim bić
Jego ruchy były bardzo łatwe do przewidzenia.
- Może jesteście silni, ale nie macie za grosz rozumu, a tym bardziej jesteście wolni jak ślimaki - Powiedziałem uśmiechając się i kopnąłem go z całej siły, aż usłyszałem chrupnięcie kości. Położył się na ziemi wrzeszcząc i po chwili mdlejąc z bólu.

< Taiguś? *o* Satoru morderca.>

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.