*Tydzień później*
Ze złamaną ręką trudno się rysuje, ale jakoś dałam radę, narysowałam...
Nie było jakieś idealne, ale lubię, oprócz impresjonizmu,
abstrakcjonizm. Nadszedł czas lunchu, więc zeszłam na jadalnie i
usiadłam przy stoliku, po chwili przysiadł się Len. Nie widzieliśmy się
tydzień.
- Hey, co ci się stało? - zapytał.
- Przez ten tydzień dużo się wydarzyło. Auto mnie potrąciło, mam złamaną
rękę i miałam skręconą kostkę, ale już mnie nie boli, więc chodzę bez
kuli.
- Ile byłaś w szpitalu? Długo cię nie widziałem.
- W szpitalu, byłam dwa dni, ale potem, w weekend byłam na pogrzebie
mojego ojca. A poza tym, nie miałam czasu gadać na przerwach, bo
przejście od klasy do klasy, jest trochę trudne z ręką w gipsie i kulą -
odpowiedziałam na pytanie Lena, a ten parsknął śmiechem.
- Ej - szturchnęłam go. - Nie ma się z czego śmiać.
<Len?>

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.