Obudziłam się i po chwili zerwałam gwałtownie, rozglądając się po pokoju. Było cicho... podejrzanie wręcz cicho.
Okryłam się szczelnie kocem i wstałam. Dokładnie się rozejrzałam, także w łazience. Nic... Nie było już mojego gościa. Została tylko karteczka z napisem: "Tak jak obiecałem, już mnie tu nie ma. Jeżeli ci choć trochę zależy,
spotkajmy się w parku przed szkołą, jeśli nie, po prostu nie przychodź.
Miłego dnia, Will".
Zależy? On sobie chyba kpiny robi. Na dodatek nie napisał nawet o której chce się spotkać. Co to ja wróżka? A może mam tam lecieć już i czekać na niego? Chyba żarty sobie stroi.
Poszłam się umyć, później ubrałam się na spokojnie, posprzątałam wszelkie ślady bytności Will'a, przejrzałam książki. Wszystko było tak, jak było zawsze. Zanim poznałam tego natręta. Wreszcie miałam swój wymarzony spokój.
Ruszyłam na zajęcia. Jak zwykle odprowadzana wrednymi spojrzeniami. Dziś... kłuło mnie to bardziej niż zwykle. Mimo to byłam wytrwała. Robiłam co do mnie należało, notując wszystko sumiennie i starając się trzymać z dala od tych głupich, małych istot, uważających się za lepszych, tylko dlatego, że byli "normalniejsi".
Nawet nie wiem kiedy zaczęłam się łapać na spoglądaniu przez okno, to znów na zegarek. A już tym bardziej, kiedy po praz pierwszy zaczęłam się zastanawiać, czy z Will'em wszystko w porządku. Kiedy jednak wyszłam z zajęć ruszyłam do parku, choć słońce już niemal zachodziło.
Nie miałam pojęcia dlaczego tam idę. Przecież nie siedziałby tam tak długo... Nie zależało mi na nim. Wręcz przeciwnie, wkurzał mnie... A może... Może był jedyną osobą tutaj, która patrzyła na mnie jak na żywą osobę? I wcale nie był aż tak irytujący... Trochę owszem, ale... chyba udałoby mi się go znieść, prawda?
Nie zobaczyłam go... No tak. Poszedł już sobie. To było do przewidzenia...
Odwróciłam się by ruszyć do akademika, gdy zobaczyłam zgarbionego chłopaka, siedzącego na ławce i grzebiącego patykiem w ziemi. Wyglądał na przybitego. Z ponurą miną, zwieszoną głową, posiniaczony.
- Will - wyszeptałam i... zawahałam się.
Przez chwilę chciałam stchórzyć, a nigdy, przenigdy tego nie robiłam. Przyszłam tu... powiedziałam "a" to i na "b" był czas.
Ruszyłam w stronę chłopaka, który wstał z głośnym westchnieniem, być może chcąc odejść.
- Przepraszam, że czekałeś... Miałam zajęcia - rzuciłam sucho i chyba dość niegrzecznie, czego nie miałam w zamiarze.
- Jesteś jednak? Czy mam omamy? - spytał, uśmiechając się.
- Jestem. I.... chyba z tobą dobrze?
- Czuję się nieco lepiej... A skoro tu jesteś, to czy to oznacza, że jednak mnie lubisz?
- Tego bym nie powiedziała - powiedziałam szybko. - Tylko... Chyba nie bardzo mam się gdzie podziać...
- Na początek chyba wystarczy - skwitował. - No to co? Idziemy na kawę? - spytał, a ja obrzuciłam go takim spojrzenia, jakbym chciała go utłuc na miejscu.
- Spokojnie, tylko żartowałem - uniósł dłonie w geście poddania.
<Will?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.