środa, 7 stycznia 2015

Od Argony, CD Satoru

Było mi całkiem ciepło i przyjemnie. Moje usta zostały zwilżone wodą, jednak nie zaspokoiłam jeszcze głodu. Szkoda, zjadłabym coś. Mięso... Otworzyłam oczy i ujrzałam kobietę w białym stroju oraz chłopaka w brązowym, eleganckim garniturze, całym we krwi.
Spróbowałam sobie przypomnieć, co się stało, nim straciłam przytomność. Czy kogoś zaatakowałam? Nie. Byłam na skraju wyczerpania. 5 tygodni bez wody... chyba przesadziłam z tym fochem.
- Co to za miejsce - zapytałam unosząc się na łokciu
Poczułam ból w miejscach zranień, ale zignorowałam go. Ból to przecież nie wszystko.
- Leż dziecko! - powiedziała pani w białym - Bo będzie jeszcze gorzej!
Opadłam na poduszkę. Jak miękko.
- Nic mi nie będzie - mruknęłam bez przekonania
- Cóż, skoro panienka tak uważa, to może zdradzi nam panienka swoje imię - słowa nieznajomego były uprzejme i miłe dla uszu
Od razu poczułam się zagrożona. Jak torpeda wyskoczyłam z łóżka i stanęłam w kącie pokoju. Zza pasa wyjęłam nóż. Moje oczy automatycznie zaczęły analizować chłopaka.
Chłopak, nie ma wątpliwości. Młody. Szpiczaste zęby. Elegant. Uwodziciel. Lubi krew. Wampir. Śmiertelnie niebezpieczny.
Przeniosłam wzrok na panią w białym.
Kobieta. Pielęgniarka. Błękitne oczy. Blond włosy. Miła twarz. Fartuch. Zwinne palce. Dobra.
- Czego ode mnie chcesz, wampirze - powiedziałam wyzywająco
Wampiry to jedna z tych ras, tak podobnych do Rasetsu... do tych kretynów, którym zależy tylko i wyłącznie na własnej rozkoszy, czerpanej z różnych źródeł.
- Tylko spokojnie - powiedział nie zmieniając tonu wypowiedzi - Takiej młodej damie nie przystoi zachowywać się jak dziki zwierz!
- Jakbyś nie widział jestem lisem. Dzikim lisem - odparłam dalej gniewnie, normalny spokój ducha nie zdążył jeszcze powrócić, po ostatnich wydarzeniach - Więc?
- To nic takiego - wampir wstał - Jednak przyniosłem tutaj panienkę, bo znalazłem Cię umierającą na polu. Czy za to nie należy mi się nieco wdzięczności?
Patrzyłam dalej nieufnie na niebezpiecznego osobnika. Po chwili opuściłam nóż. Uspokoiłam się i zdjęłam lisią maskę.
- Nazywam się Argona Ryuketsu - skłoniłam się, niezbyt nisko - Przepraszam, że byłam niegrzeczna... dziękuję za uratowanie mi życia.
Wszystko wróciło do normy. Jednak będę musiała być ostrożna względem tego młodzieńca.
(Satorou?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.