piątek, 2 stycznia 2015

Od Satoru, CD Meian


- Tak, zaprowadzić Panienkę? - Uśmiechnąłem się

- Poproszę - Odparła nadal trochę zamyślona
Nie chciało mi się ruszać zbyt daleko więc doprowadziłęm ją do wielkiej biblioteki a parterze.
- Łał ogromna - Spojrzała zaa okularów i ruszyłam szukając odpowiedniego działu
- Co cię interesuje? - Spytałem ruszając powoli za nią
- Sama nie wiem - Pomyślała - W sensie, nie wiem co na dzisiaj wypożyczyć - Podniosła wysoko głowę, patrzac na najwyższe skiążki - tamta - Wskazała uradowana że znalazła ale po chwili na jej twarzy pojawił się grymas
- Coś się stało? - Zapytałem
- Jak aj tam dosięgnę? - Rozglądała się - gdzies powinna być drabina
- Poczekaj! - Krzyknąłem już będąc już przy książce na drabinie
- Czekaj, czekaj, jak?
- Wszyscy się pytają - Zaśmiałem się zeskakując
- Wiesz w bibliotece sa jakieś zasady - Pogroziła palcem
- Przepraszam - Powiedziałem Miło
Dziewczyna ruszyła po sali rozswietlonej jedynie przez lampy znajdujące się w dolnej części. Niektóre zakamarki biblioteki były tak ciemne że omal nie przeprowadzały o drzeszcze.
- Skończyłaś? - Zapytałem rozglądając się za dziewczyną
- Nie musisz mi towarzyszyć wiesz? - Odparła - Robi się ciemno i przeze mnie możesz mnieć kłopoty - Zmieszała się wychodząc z górą książek
- Czegoś dziewczyno nabrała - Zaśmiałęm się biorąc od niej książki - Pomogę Ci
- Dziękuję - Powiedziała wiedzac że nie ma co sie ze mną kłócić
odprowadziłęm dziewczynę pod pokój.
- Nie wejdziesz? - Spytała
- Nie - Uśmiechnąłem się i zaczałem odchodzić
- To pa.. miło było cię poznać - Oznajmiła
- Ciebie również - Pożegnałem się z lekkim ruchem głowy i przytrzymaniu kapelusza - A Meian - Jeszcze dodałem
- Tak?
- jutro mam dla Ciebie nielada atrakcje - puściłem jej oczko i odszedłem

~ kolejnego dnia, gdyż nic ciekawego nie robiłem w pokoju xd (No dobra nie chciało mi się opisywać...)~

O popołudniowej porze spotkałem się z Meian i zaprowadziłęm w głab lasu.
- Gdzie idziemy? - Spytała
- Niespodzianka - Wyjąłem z kieszonki okulary - Załóż
- Przecież to okulary do zaćmienia słońca - Odparła
- No właśnie - Powiedziałem patrząc na nią kątm oka usmiechnięty od ucha o ucha
- Skad wiedziałeś? - Spytała
- Wampir - Przypomniałem
- Ale takie rzeczy?
- Owszem - Zatrzymałem się i spojrzałem w niebo - Jeszcze kilka sekund
Słońce przykryte było do połowy przez nowy (i w innym wypadku niewidoczny) księżyc, wciąż jasne niebo zaczęło przybierać odcien właściwy zmierzchowi. Z Ziemi światło słoneczne wydawało się blade, jakby przefiltrowane luz rozproszone. Cienie straciły ostrość. Wyglądało to tak, jakby ktoś celowo przyciemnił świat. W miarę jak rogali się zwężał, pozerany przez lunarny dysk, bijące od niego światło stawało się coraz bardziej intensywne, zupełnie jakby na skutek paniki. Okultacja postępowała szybko, a krajobraz na ziemi szarzał, barwy zdawały się wykrwawiać. na zachodzie niebo ciemniało szybciej niż na wschodzie, gdy zbliżał się cień księżyca. Słonce zwężało się coraz bardziej, a niebo przybrało dziwny fioletowy odcień. Ciemność na zachodzie zyskała moc, niczym cicha, bezwietrzna burza, rozciagajaca się po niebie wokół osłabionego Słońca, przypominała ogromny żywy organizm poddający się niszczycielskiej sile wydobywające się z jej własnego wnętrza. Słońce stało się niebezpiecznie cienki, a kiedy patrzyło się na nie przez okulary ochronne, wygladało jak właz zamknięty wysoko na niebie, odcinający światło dnia. Pozostał tylko wielki rogalik, oslepiający białym blaskiem, który w ostatnich, agonalnych wilach siatł się srebrny. Moje oczy nie potrzebowały okularów wię cje zdjąłem, chciałem tylko poczuć jak to jest. Dziwaczne cienie zaczeły błakać się na ziemią. Swiatło na skutek załamiania w ziemnkiej atmosferze zaczęło drgać, podobny efekt dawało światło poruszające się po dnie basenu - wić się niczym cieniaste węże widziane kątem oka. Te widmowe iluzje swiekle przyprawiały meian o gęsia skórkę, co można był łatwo zobaczyć. koniec nadszedł szybko. ostatnie przedśmiertne drgawki były przejmujące, intensywne, Słońce przypominało teraz sierp, który następnie zamienił się w zakrzywiona linię, cięta bliznę na niebie, wkrótce pozostały tylko pojedyncze białe punkty - ostanie promienie słonce saczące się przez najgłebsze ddoliny na powierzchni Księzyca. Te kropelki mrugały i znikały szybko jenda po drugiej, niczym płomyk gasnacej świecy tonacy w jej czarnym wosku. Karmazynowa opaska chromosfery, cienkiej górnej warstwy atmosfery Słońca, płonęła przez kilka sekund, aż Słońce zniknęło. Całkowicie. Poczatkowo nie mogłem uwierzyć, że tak szybko zapadła ciemność. Siedziałem na trawie podobnie jak dziewczyna obok mnie. Obserwowałem pociemniałe niebo przez okulary w kartonowych oprawkach. Jestem wykształcona osobą więc wiem, na czym polegało zjawisko., które właśnie zaszło. A mimo to czułem niemalże obezwładniający przypływ paniki. Impuls nakazujący mi uciekać, ukryć się. To połączenie ciał niebieskich, wejście Słońca w cień Księżyca, dotknęło czegoś głęboko ukrytego we mnie., zwierzęcia obawiającego się nocy. Inni an pewno tez to czuli. Wszystko ucichło ciche pomruki które niedawno jeszcze dochodziły z okolicy Akademii w chwili całkowitego zaćmienia. To prezz to dzine światło, które na nas padało. I te cienie, przypominające robaki pełzające po trawie, widziałem je kątem oka przy korach drzew, wygladły jak wiryjące duchy... A moze nimi były, w końcu je widzę... Miałem wrażenie, że całą okolicę przeszedł lodowaty podmuch wiatru, który nie poruszył nawer włosami, ale zmroził wszystkim wnętrza. Mówi się, że gdy człowieka przejdzie dreszcz, to znaczy, że ktoś przespacerował się po jego grobie. Tym właśnie wydawała się ta cała "okultacja". Ktoś lub coś chodziło po grobach wszystkich naraz. Martwy księżyc przechodził przez żywą ziemię. A kiedy spojrzałem w górę, ujarzałem coś, co było przeciwieństwem Słonca, czarne i pozbawione oblicza, świecące wariacko wokół Księzyca, wpatrujące się w Ziemię, z lsniącymi, siwymi włosami przypominającymi pajęczynę. Głowa śmierci.
- Czy to nie fantastyczne? - Powiedziała Meian, uśmeichając się
Nie mogłem odpowiedzieć. Czy ona nie rozumiała? Dla mnie nie było yo zwykłe widowisko, popołudniowa rozrywka. ja to możliwe, że nikt nie widział w tym złowieszczego znaku? Niech szlag trafi astrologiczne i naukowe wyjasnienia: czy naprawdę to niczego nei zwiastowało? W porzadku, może nie miało żadnego własciwego znaczenia. Zwyczajna zbieżność robit. Ale czy to mozliwe, aby czując istota nie cadała temu zjawisku jakiegoś znaczenia, pozytywnego czy negatywnego, religijnego, mistycznego czy jeszcze innego? Fakt, że znany jest nam mechaniz działania, nie świadczy o tym, że rozumiemy dane zjawisko... Z różnych kierunków rozległy się "ochy" i "achy". Gdyludzie oswoili się już z tym osobliwym zjawiskiem, jego obserwowanie przerodziło się w prawdziwą sąsiedzka impreze i wszyscy cieszyli się kazda jej chwilą. Wszyscy oprócz mnie "Czy coś jest ze mną nie tak?" Zastanawiałem się w duchu. W końcu to wszystko minęło, lecz głowę miałem przyzypaną różnymi myslami.

< Meian? Po prostu Satru czuł to samo co Toma >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.