Przekrzywiłam głowę zdziwiona, chłopak wyglądał jakby się chciał cofnąć, ale nie mógł. Zakryłam jedno oko, czyżby były czerwone? Potrząsnęłam głową, co prawda nie był kamieniem, ale ruszyć się nie mógł.
- Czemu... - zaczął, ale przerwałam mu, za nim zdążył się do końca wysłowić.
- Posągiem nie jesteś, ale tak jakby zamrożony zostałeś. - wytłumaczyłam, zakładając pospiesznie okulary i nieco się od niego oddaliłam. Był stanowczo za blisko, a to że nie mógł się ruszyć, przysparzało więcej kłopotów.
- Ile to potrwa? - spytał, a ja się zastanowiłam. Co prawda taka sytuacja zdarzyła się tylko raz, jednak nie pamiętam ile osóbka, musiała siedzieć tak w bezruchu.
- Dziesięć minut, może trzydzieści. - mruknęłam zrezygnowana, poddaję się. Ja, Emmalice Evail, ogłaszam wszem i wobec, że się poddaję, więc jedyne czego chcę to iść spać, by zapomnieć o całym bożym wszechświecie. Padłam na poduszki, ale zaśnięcie było niemożliwie, gdy on tu tak siedział.
- Nie zdejmuj mi więcej okularów, nieposłuszeństwo grozi śmiercią. - wymamrotałam znużona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.