poniedziałek, 5 stycznia 2015

Od Satoru C.D Argony

Stałem w uliczce, panowała cisza, chodź w domach widać było oznaki życia, światło telewizorów, zapach śmierci... Stałem z bronią w dłoni i przyczepionym do tułowia pistoletem z nabojami które przebijają z łatwością wampirze serca. U stup ceglanych schodów widziałem kolejną ofiarę, miała laskę w dłoni ze srebną rączką lśniącą w świetle księżyca. Kolejny zapach ofiary. Ruszyłem po dachach budynków, które były przyparte do siebie ścianami. Zeskoczyłem w dół wbiając łańcuch w głowę wampira, nie dając już mu szans na regeneracje, tak działa moja broń. Oblizałem krew z rękawa która ulecaiła z tego plugastwa. Z tego co obliczyłem sa jeszcze trzy... Kolejny zapach wydobył sie z drzwi. Jak dobrze, że nie muszę sporzątać zwłok. Stanąłem na schotkach przed drzwiami skąd pachniało świażą krwią. Gałka przekręciła się. Dom stanął przede mną otworem. Wszedłem do środka i skupiłem moc na opczach by widzieć lepiej w ciemnościach. Salon wyglądał normalnie, meble przykryte były narzutami, poduszki równo ułożone. Ruszyłem za zapachem krwi, po cichu. Dziwnie się czułem wchodząc do cudzego domu w którym było pełno zapachu czeronej cieczy. Stapałem po dywanie delikatnie niczym włamywacz. Poszedłem do kuchni i tam dostrzegłem wampira. Zaszedłem go od tyłu i wbiłem sztylet w miejsce serca. Odetchnąłem, że jest coraz mniej roboty, chociaż tak czy siak będą pojawiać się koleini. Zerknąłem jeszcze katem oka na ofiare. Dziecko... Załosne.. Wyjąłem swoją skiążke i zapisałem

"..Bestia która wychodzi z Czeluści, wyda im wojnę, zwycięży idź i zabije.
A zwłoki ich [leżeć] będą na placu wielkiego miasta,
które duchowo zwie się: Sodoma..."

Wybiegłem z domu za zapachem nowej świeżej krwi. Szybcy są w mordowaniu... Zdziwiłem się gdy zrozumiałem ze zapach dochodzi z lasu, w dodatku z kierunku Akademii. Na szczęście nie była to krew Tai, czy kogoś mi bliskiego. Gdy dostałem na miejsce zobaczyłem nieprzytomną dziewczynę. Zapach jej krwi nie był podobny do żadnej rasy mi znanej, jakaś nowa. Czarne włosy leżały dokoła niej tworząc ciemną plamę krwi. Wziąłem ją na plecy i zabrałem do Akademii. Będzie przypał jeśli ktoś zobaczy mnie w tych ubraniach całych we krwi... Ale można także powiedzieć że to jej... Już po chwili byłem pod Gabinetem pielęgniarskim. Zapukałem i od razu mi otworzono.
- Wiedziała, o takiej porze zawsze coś poważne - Wykrzyknęła lekarka - połóż ją tam - Wskazała na łóżko
Zrobiłem to co mówiła i stanąłem z tyłu.
- gdzie ja znalazłeś? - Spytała
- W lesie... - Mruknąłem
- Wiesz, że nie można wychodzić po ciszy nocnej - Spiorunowała mnie wzrokiem
- Wyczułem zapach jej krwi - Wytłumaczyłem
- Ah, wampir, dobrze usprawiedliwiam cię, wracaj do pokoju, nie jesteś tutaj potrzebny - robiła swoje przez zastrzyki i tym podobne
- Poczekam... - Westchnąłem
- Na co? - Zdziwiła się
- Dziewczyna będzie mi coś winna za uratowanie życia - uśmiechnąłem się
- Jesteś bezczelny - Wymamrotała
- Raczej mówiłem o ubraniu - Zaśmiałem się pokazując na plamy krwi
Usiadłem z boku i patrzyłem w niebo, czekając aż dziewczyna się obudzi. Nie potrzebowałem snu, może za dnia trochę, ale teraz to był minus bo denne czekanie tylko mi przeszkadzało, w dodatku chciałbym dowiedzieć się jakiej jest rasy... Kiedyś czułem taką krew, ale nie mogłem jej zidentyfikować.

< Widziałem że nikt Ci nie odpisał więc jestem Argona? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.