- Jak tak ładnie prosisz, to nie ma co odmawiać - Uśmiechnałem się czochrając ja lekko
- No wiesz co, niedawno układałam - Udawała oburzoną
- Udajemy niedostępną? - Spytałem
- Nie musze udawać - Usmiechnęła się i odsunęła
- oczywiście - Odparłem
- Chodźmy już - nagle stanęła na brzgu dachu
- Co ty robisz? - Zapytałem zdziwiony
- No bierz mnie na ręcę i na dół, przecież już raz to zrobiłes ale sam - Burknęła tłumacząc
- leniwa jesteś - Powiedziałem miło
- Pfy...
Podszełem i wziąłem ją na ręce, W tedy spojrzała w dół.
- Dobra to teraz wygląda troche gorzej - Wydukała
- hehe - Zachichotałem i skoczyłem
Po chiwili byliśmy na ziemi. Dziewczyna zeszła i zachwiała się.
- Mam udawać najlepsza przyjaciółkę i potrzymać Ci włosy? - Uśmiechnałem się jak zwykle pokazując kły
- Nie puszczę pawia - Stanęła ja wryta - Chyba... - dodała szpcząc
- heh, musisz się przyzwyczaic - Podszedłem do niej
- A ta w ogóle - Odwróciła się
- tak?
- Jutro znajdziemy Ci inne ubrania - Pomachała mi przed nosem dolną częscią ciała która przykrywała miniówka
- Nowe ubrania? - Zdziwiłem się
- Musisz wyglądać jak cżłowiek w ich świecie - Wytłumaczyła - W dodatku zafarbujemy Ci te włosy
- Co?!
- Spokojnie zmyje się, po prostu cie zmienimy an jeden dzionek - Powiedziała z usmiechem
- Kłócić się z kobietą - Westchnąłem
- Nie byle jaką - Dodała i pobiegła w las - Licz do Stu! - Wrzasnęła
" No dobra" Westchnąłem w myśli i zaczałem powoli liczyć gdy skonczyłem ruszyłem powoli w las. Próbowałem wyczuć jej zapach bo to że będzie mi cos winna było kuszace. na początek dotarłem do domku gdzie była biblioteka. Raczej słabe miejsce by się zchowac w dodatku nie było żadnych sladów na kilkuset letnim kurzu który przykrywał podłogę. Wyszedłem kierując się dalej, jednak nagle moje zmysły zaczęły szalec, wyczułem zapach krwi Tai. Miałem nadzieję, ze tylko bandaż jej spadł z rady czy coś. Ruszyłęm jak najszybciej gdy zapach stał sie juz silny dostrzegłem tai swojąca ze Skrzywioną miną.
- Tai! - Krzyknąłem i pojawiłem się koło niej - Nic Ci nie jest? - Zauważyłem ranę na ramieniu
- Witam, Witam - usłyszałem smiech
- Znowu ty?! - Mruknąłem i stanałem przodem do niego osłaniając Tai - Jestes już upiedliwy - Uśmiechnałem się próbując nie zwracać uwagi na krew Towarzyszki
Nagle na jego dłoniach dostrzegłem jej krew.
http://s9.favim.com/orig/130825/anime-black-and-white-boy-cover-Favim.com-878029.png
- Niestety więcej nie dostaniesz - Powiedziałem
- Hmm? - Widać było, że krew zaczęła na niego działać
- Cóż skoro już zaczynać szaleć, mogę bez problemu cię zabić - Powiedziałem z usmiechem
- Spróbuj - Wybuchnał śmiechem
- nie ma problemu - nagle wampira owinął cień, tamo mocno jakby trzymała go lina - Myslałem że będziesz trudniejszym wrogiem - Powiedziałem troche spocony
- Męczysz się, czyżby jej krew? - Powiedział rozesmiany i zniknął
Rozejrzałem się do okoła, słabo go czułem, musze go gdzie zapędzić. Złapałem Tai na rękę i ruszyłęm w stronę uniwersytetu.
- A ty gdzie? - Pojawił się przede mną
Spojrzałem na niego wrogo.
- Dobra koniec żartów - Mruknąłem i odłożyłem Tai na ziemię by odpoczeła a w mojej dłoni pojawił się łancuch pokryty kolcami - Chodź - Mruknałem
rzuciliśmy się ku sobie, wampir jedną ręką złapał mój łancuch a druga chciał wbić mi srebny sztylet w serce, ale z łatwością to powstrzymałem, pojawiłem się za nim i docisnałem łancuch.
- Zdychaj - mruknąłem ściskając coraz bardziej, w końcu udało mi się, a sam upadłem na kolana ledwo widząc
- Satoru! - Tai podbiegła do mnie i gdy an nia spojrzałem była przerażona, z łatwośią mogłem się domyślić, że moje oczy stały się czerwone
- uciekaj - Syknałem
- Nie...
- uciekaj! - Warknałem głośno - Proszę - Zerknąłem na nią kątem oka dysząc - Musisz być teraz bezpieczna... jesli chcesz mi pomóc odejdź, nie chce zrobic Ci krzywdy - Walczyłem wewnętrznie
<Cóż poczniesz moja droga? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.