Błąkałam się po lesie przez kilkanaście minut, szukając jednego głupiego jeziora, wielka szkoły, gdzie jest praktycznie wszystko, lasy, parki, pełno różnych zakamarków, a nie jeziora, no ludzie litości. Jednak nagle usłyszałam poezje dla mych uszu. Szum wody. Bez zastanowienia poszłam w stronę dźwięku, który prowadził mnie jak pies niewidomego. Gdy wyszłam zza krzaków ujrzałam wodospad, z radości aż podskoczyłam. Pobiegłam jak najszybciej do swojego pokoju. Wzięłam w torbę ręcznik, i bieliznę na przebrania. Sama ubrałam na siebie krótkie spodenki i krótką bluzkę, zmieniając przy tym kolczyk w pępku na mały niebieski kryształ, żeby pasował mi do stroju, który krył się pod ubraniami. Związałam włosy w tak zwanego kucyka i wyszłam z akademii. Zauważyłam moje źródło informacji o wampirach. Właściwie to jakoś nie mam ochoty na samotną wycieczkę, szybko mi się znudzi, a za wodospadem jest jakaś jaskinia, lepiej być z kimś zwiedzając ją. Chyba nie miał nic przeciwko żeby mi towarzyszyć bo po chwili skoczył z dachu... Czekaj co?! Dobra może i czasem lubię patrzeć na cierpienia innych, ale nie chce mieć kolejnej osoby na mym jakże skromnym sumieniu, gdy usłyszałam jego słowa za sobą, myślałam, że się odwrócę i strzele mu w ten jego kudłaty łeb. Jednak się powstrzymałam, to nie było martwienie się o niego, to było martwienie się, że oskarżą mnie o jego śmierć
- Jesteś nienormalny - przewróciłam oczami - Idziesz ze mną nad jezioro - powiedziałam z uśmiechem
- Jakoś nic mi o tym nie wiadomo - zaśmiał się
- No teraz już wiadomo - powiedziałam ukazując swoje białe ząbki, co nie jest zbytnio w moim stylu, no ale cóż raz na jakiś czas można się wyluzować
- Daj mi chwilę, skoczę tylko do siebie - przewrócił oczami ze śmiechem
- Masz pięć minut - krzyknęłam za nim, siadając na murek, który na moje szczęście znajdował się w cieniu. Spojrzałam na wiewiórkę, która siedziała właśnie na drzewie przyglądając mi się, gapiłyśmy się na siebie jakąś minutę. Wydawało mi się, czy widzę w jej oczach nienawiść i żądze zemsty... Nie no serio, wygląda jakby chciała mi wyssać duszę i śmiać się na moim grobie. Pokazała mi zęby i uciekła do dziupli... Taa to było bardzo normalne
- Możemy iść - powiedział Satoru stojąc obok mnie - Na co się tak patrzysz? - zapytał nie widząc zbytnio co robię
- Na wiewiórkę, która ma gorsze zamiary niż ja - powiedziałam, po czym się uśmiechnęłam - Możemy iść - wstałam idąc w stronę jeziora
- Czy Ty wiesz, gdzie idziesz? - zapytał gdy robiłam kolejny zakręt
- Spokojnie, mam tą drogę opanowaną - zaśmiałam się - Ewentualnie się zgubimy, rozpalimy ognisko i będziemy śpiewać aż w końcu nas znajdą
- Liczyłem na coś więcej - zaśmiał się
- Masz rację - odwróciłam się w jego stronę ze słodkim uśmiechem - Zrobimy z Ciebie przynętę, żeby mieć co jeść - zaśmiałam się. Trochę pomarudził, ale w końcu odnalazłam wodospad. - I co? A nie mówiłam, że fajne miejsce - położyłam torbę w cieniu, obok większej skały
- Może być - wzruszył ramionami - Chcesz znowu mnie wypytywać o moją rasę? - zapytał przenikliwym wzrokiem, zakryłam jedynie usta, aby ukryć śmiech
- Nie - powiedziałam w końcu ściągając bluzkę - Jak widzisz jest to wodospad, za którym jest jaskinia, a w takie miejsca zawsze lepiej wybierać się z kimś, poza tym nie miałam ochoty gadać z rybami - pokazałam mu język, ściągając także dół i wskakując do wody - Dalej chodź woda jest mega - powiedziałam ze śmiechem, pływając na plecach. Po chwili poczułam jak woda lekko zadrżała
Spojrzałam w stronę chłopaka, pierwsze co rzuciło mi się w oczy to jego rzeźba, nie powiem, byłam pod lekkim wrażeniem. Nie wciśnie mi kitu, że nie ćwiczy, takie coś samo z siebie się nie bierze. Był trochę blady, ale to akurat normalne i wcale mi to nie przeszkadzało, nawet dodawało mi tu uroku. Miał na sobie czarne kąpielówki, gdy spojrzał na mnie od razu odwróciłam wzrok, zamykając oczy i starając się relaksować i nie myśleć o tym i przede wszystkim starać się nie patrzeć jak głupia na niego. (nie wiem czy to dobre określenie, ale wiadomo o co chodzi xD)
- Nie wiedziałem,że masz kolczyk w pępku - powiedział pływając obok mnie
- Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz - powiedziałam ciesząc się zimną wodą - To co wchodzimy do jaskini? - zapytałam patrząc na niego kątem oka
- Jeśli tak bardzo chcesz - wzruszył ramionami. Odwróciłam się i zaczęłam płynąć w stronę wodospadu. Najpierw wszedł chłopak, po czym podał mi rękę, żebym nie zaliczyła gleby. Na pierwszy rzut oka w środku było normalnie, tak jak w każdej jednej jaskini, jednak idąc dalej, na ścianach zaczęły pojawiać się obrazki, nie tylko serca z inicjałami, ale także ilustracje przedstawiające, dziwne sytuacje. Palenie na stosie, można było się domyślić, że chodzi tutaj o magów, gdyż w rękach trzymali chyba różdżki, jednak mogę się mylić. Wampiry, którym przekuwano serca, wilkołaki, którym odcinano głowy, diabły, którym odcinano rogi czy też skrzydła i wieszano. Okrutne, ale podobno tak kiedyś było, teraz każdy człowiek, czytając historię o czarodziejach, czy też wilkołakach, twierdzi, że ktoś miał po prostu wybujałą wyobraźnie, ale może to nawet i lepiej? Nie wiadomo jakby niektórzy zareagowali, gdyby dowiedzieli się że są istoty inni niż oni, nie wiadomo czy by nie powrócili do tradycji.
- Trochę okrutne - powiedziałam idąc dalej w głąb jaskini, ciągle zapatrzona w malunki. Nagle poczułam czyjeś ręce na swoich biodrach, które ciągną mnie do tyłu - Co Ty... - zaczęłam z krzykiem, lecz chłopak szybko mi przerwał
- Musisz patrzeć pod nogi - wskazał na dużą szczelinę, wychyliłam się lekko żeby zobaczyć do jest niżej, była tam woda, coś jak małe jeziorko pod ziemią
- Tam jest tylko woda, pewnie jakieś małe podziemne jeziorko - wzruszyłam ramionami - A co martwiłeś się o mnie? - zapytałam z uśmieszkiem zdając sobie sprawę, że jego dłonie są ciągle w tym samym miejscu.
- Jeszcze czego - zaśmiał się, odsuwając się
- Ciekawe, czy jest głęboko - powiedziałam patrząc w dół
- Sprawdź - zaśmiał się
- Nie głupi pomysł - powiedziałam z uśmiechem, skacząc
- Głupia! - usłyszałam głos za sobą, jednak już po chwili pływałam w ciepłej wodzie. Było to dosyć ciekawe, w samej jaskini było dosyć chłodna, ale woda było przyjemna.
- Jesteś nienormalny - przewróciłam oczami - Idziesz ze mną nad jezioro - powiedziałam z uśmiechem
- Jakoś nic mi o tym nie wiadomo - zaśmiał się
- No teraz już wiadomo - powiedziałam ukazując swoje białe ząbki, co nie jest zbytnio w moim stylu, no ale cóż raz na jakiś czas można się wyluzować
- Daj mi chwilę, skoczę tylko do siebie - przewrócił oczami ze śmiechem
- Masz pięć minut - krzyknęłam za nim, siadając na murek, który na moje szczęście znajdował się w cieniu. Spojrzałam na wiewiórkę, która siedziała właśnie na drzewie przyglądając mi się, gapiłyśmy się na siebie jakąś minutę. Wydawało mi się, czy widzę w jej oczach nienawiść i żądze zemsty... Nie no serio, wygląda jakby chciała mi wyssać duszę i śmiać się na moim grobie. Pokazała mi zęby i uciekła do dziupli... Taa to było bardzo normalne
- Możemy iść - powiedział Satoru stojąc obok mnie - Na co się tak patrzysz? - zapytał nie widząc zbytnio co robię
- Na wiewiórkę, która ma gorsze zamiary niż ja - powiedziałam, po czym się uśmiechnęłam - Możemy iść - wstałam idąc w stronę jeziora
- Czy Ty wiesz, gdzie idziesz? - zapytał gdy robiłam kolejny zakręt
- Spokojnie, mam tą drogę opanowaną - zaśmiałam się - Ewentualnie się zgubimy, rozpalimy ognisko i będziemy śpiewać aż w końcu nas znajdą
- Liczyłem na coś więcej - zaśmiał się
- Masz rację - odwróciłam się w jego stronę ze słodkim uśmiechem - Zrobimy z Ciebie przynętę, żeby mieć co jeść - zaśmiałam się. Trochę pomarudził, ale w końcu odnalazłam wodospad. - I co? A nie mówiłam, że fajne miejsce - położyłam torbę w cieniu, obok większej skały
- Może być - wzruszył ramionami - Chcesz znowu mnie wypytywać o moją rasę? - zapytał przenikliwym wzrokiem, zakryłam jedynie usta, aby ukryć śmiech
- Nie - powiedziałam w końcu ściągając bluzkę - Jak widzisz jest to wodospad, za którym jest jaskinia, a w takie miejsca zawsze lepiej wybierać się z kimś, poza tym nie miałam ochoty gadać z rybami - pokazałam mu język, ściągając także dół i wskakując do wody - Dalej chodź woda jest mega - powiedziałam ze śmiechem, pływając na plecach. Po chwili poczułam jak woda lekko zadrżała
Spojrzałam w stronę chłopaka, pierwsze co rzuciło mi się w oczy to jego rzeźba, nie powiem, byłam pod lekkim wrażeniem. Nie wciśnie mi kitu, że nie ćwiczy, takie coś samo z siebie się nie bierze. Był trochę blady, ale to akurat normalne i wcale mi to nie przeszkadzało, nawet dodawało mi tu uroku. Miał na sobie czarne kąpielówki, gdy spojrzał na mnie od razu odwróciłam wzrok, zamykając oczy i starając się relaksować i nie myśleć o tym i przede wszystkim starać się nie patrzeć jak głupia na niego. (nie wiem czy to dobre określenie, ale wiadomo o co chodzi xD)
- Nie wiedziałem,że masz kolczyk w pępku - powiedział pływając obok mnie
- Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz - powiedziałam ciesząc się zimną wodą - To co wchodzimy do jaskini? - zapytałam patrząc na niego kątem oka
- Jeśli tak bardzo chcesz - wzruszył ramionami. Odwróciłam się i zaczęłam płynąć w stronę wodospadu. Najpierw wszedł chłopak, po czym podał mi rękę, żebym nie zaliczyła gleby. Na pierwszy rzut oka w środku było normalnie, tak jak w każdej jednej jaskini, jednak idąc dalej, na ścianach zaczęły pojawiać się obrazki, nie tylko serca z inicjałami, ale także ilustracje przedstawiające, dziwne sytuacje. Palenie na stosie, można było się domyślić, że chodzi tutaj o magów, gdyż w rękach trzymali chyba różdżki, jednak mogę się mylić. Wampiry, którym przekuwano serca, wilkołaki, którym odcinano głowy, diabły, którym odcinano rogi czy też skrzydła i wieszano. Okrutne, ale podobno tak kiedyś było, teraz każdy człowiek, czytając historię o czarodziejach, czy też wilkołakach, twierdzi, że ktoś miał po prostu wybujałą wyobraźnie, ale może to nawet i lepiej? Nie wiadomo jakby niektórzy zareagowali, gdyby dowiedzieli się że są istoty inni niż oni, nie wiadomo czy by nie powrócili do tradycji.
- Trochę okrutne - powiedziałam idąc dalej w głąb jaskini, ciągle zapatrzona w malunki. Nagle poczułam czyjeś ręce na swoich biodrach, które ciągną mnie do tyłu - Co Ty... - zaczęłam z krzykiem, lecz chłopak szybko mi przerwał
- Musisz patrzeć pod nogi - wskazał na dużą szczelinę, wychyliłam się lekko żeby zobaczyć do jest niżej, była tam woda, coś jak małe jeziorko pod ziemią
- Tam jest tylko woda, pewnie jakieś małe podziemne jeziorko - wzruszyłam ramionami - A co martwiłeś się o mnie? - zapytałam z uśmieszkiem zdając sobie sprawę, że jego dłonie są ciągle w tym samym miejscu.
- Jeszcze czego - zaśmiał się, odsuwając się
- Ciekawe, czy jest głęboko - powiedziałam patrząc w dół
- Sprawdź - zaśmiał się
- Nie głupi pomysł - powiedziałam z uśmiechem, skacząc
- Głupia! - usłyszałam głos za sobą, jednak już po chwili pływałam w ciepłej wodzie. Było to dosyć ciekawe, w samej jaskini było dosyć chłodna, ale woda było przyjemna.
- Dalej skacz! - krzyknęłam siadając na kamieniu z boku. Nie musiałam długo czekać na skok chłopaka
- Jesteś nienormalna, a gdyby tu było płytko - zapytał podpływając do mnie
- Wtedy by bolało - wzruszyłam ramionami - Poza tym bez ryzyka nie ma zabawy - zaśmiałam się
- A więc taką masz zasadę - powiedziałam z uśmieszkiem ciągnąc mnie za nogi do wody ze śmiechem
- Mam kilka zasad - pokazałam swoje ząbki. Jednak chciałam już wyjść z wody, kiedy na coś nadepnęłam, syknęłam lekko z bólu od razu chwytając się na stopę
- Co jest? - podpłynął do mnie Satoru, zdezorientowany
- Nadepnęłam na coś - spojrzałam na swoją stopę, która zaczęła krwawić - Na coś ostrego
- Siadaj, zobaczę co i jak - pomógł mi usiąść, przyglądając się mojej małej ranie - Musiałam stanąć na jakimś kolcu - stwierdził po chwili
- Nie przypominam sobie, żebyś był lekarzem - powiedziałam siedząc spokojnie
- Przeżyło się już swoje - zaśmiał się, wstając i podnosząc mnie. Niosąc mnie na rękach zaczął iść w stronę wyjścia
- P...Przecież mogłam iść sama - powiedziałam czując jak moje policzki robią się różowe, zawsze tak było, gdy znajdowałam się za blisko kogokolwiek, no cóż teraz właśnie wychodzi to, że od zawsze byłam wstydliwa i nieśmiała, jednak zawsze starałam się to ukryć, jednak jak mogę ukryć czerwonych policzków.
- Znając Ciebie, znowu byś coś sobie zrobiła - zaśmiał się, nie odzywałam się, jakoś nie wiedziałam co mam powiedzieć, w końcu postawił mnie przy mojej torbie z ręcznikiem. Wyjęłam z niej jakąś chustkę i zawiązałam sobie na stopie, tak, aby nie wdało się zakażenie i tak pewnie będę musiała iść z tym do higienistki, ubrałam się i ruszyliśmy w drogę, gdy byliśmy już praktycznie pod akademikiem, mój towarzysz się odezwał
- Pójdę z Tobą do higienistki - jego ton wskazywał bardziej na to iż jest to rozkaz niż prośba
- Nie trzeba, poradzę sobie - powiedziałam z uśmiechem, wchodząc po woli po schodach
- Taa widzę - mruknął, otwierając mi drzwi i idąc ze mną w stronę higienistki, przed drzwiami jednak się zatrzymałam, bez namysłu przytuliłam go lekko, jednak trwało to może z trzy sekundy po czym się odsunęłam - Słuchaj moja encyklopedio o wampirach idź do pokoju póki jeszcze jestem dobra - powiedziałam - Jak będzie Ci się nudzić to wpadnij do mnie, mam pokój rogu - powiedziałam praktycznie go pchając w stronę schodów
- No dobra - powiedział w końcu po czym ruszył po schodach w górę. Odetchnęłam z ulgą i zapukałam go pokoju gdzie powinna być higienistka, na szczęście usłyszałam jej piskliwy głosik. Weszłam zamykając za sobą drzwi
- Co Ci dolega dziecko? - zapytała mierząc mnie wzrokiem
- Byłam nad jeziorem i na coś nadepnęłam, wolałam przyjść się upewnić czy nie ma skażenia czy czegoś innego - usiadłam na krześle, pokazując kobiecie stopę, popatrzyła na ranę przez chwilę, po czym przemyła ją wodą utlenioną i zabandażowała.
- Nic poważnego, ale przez jakiś czas, staraj się na nic nie wchodzić - powiedziała ze śmiechem
- Nie mogę nic obiecać - odpowiedziałam - Dziękuje za pomoc - powiedziałam wychodząc z pokoju, słowo "dziękuje" ledwo co przeszło mi przez gardło, jednak tak chyba wypadało. Udałam się powoli do swojego pokoju po czym od razu opadłam na łóżko. Dopiero po 15 minutach stwierdziłam,że wypadałoby wstać i chociaż iść pod prysznic, żeby wymyć z siebie piasek, który był tam gdzie nie powinien. Szybko poszłam do łazienki biorąc prysznic. Siedziałam właśnie na łóżku bawiąc się w wiązanie bandaży, kiedy usłyszałam pukanie, już nie chciało mi się wstawać
- Proszę! - krzyknęłam odpowiednio głośno, tak aby osoba za drzwiami mogła mnie usłyszeć
( Satoru?)
- Jesteś nienormalna, a gdyby tu było płytko - zapytał podpływając do mnie
- Wtedy by bolało - wzruszyłam ramionami - Poza tym bez ryzyka nie ma zabawy - zaśmiałam się
- A więc taką masz zasadę - powiedziałam z uśmieszkiem ciągnąc mnie za nogi do wody ze śmiechem
- Mam kilka zasad - pokazałam swoje ząbki. Jednak chciałam już wyjść z wody, kiedy na coś nadepnęłam, syknęłam lekko z bólu od razu chwytając się na stopę
- Co jest? - podpłynął do mnie Satoru, zdezorientowany
- Nadepnęłam na coś - spojrzałam na swoją stopę, która zaczęła krwawić - Na coś ostrego
- Siadaj, zobaczę co i jak - pomógł mi usiąść, przyglądając się mojej małej ranie - Musiałam stanąć na jakimś kolcu - stwierdził po chwili
- Nie przypominam sobie, żebyś był lekarzem - powiedziałam siedząc spokojnie
- Przeżyło się już swoje - zaśmiał się, wstając i podnosząc mnie. Niosąc mnie na rękach zaczął iść w stronę wyjścia
- P...Przecież mogłam iść sama - powiedziałam czując jak moje policzki robią się różowe, zawsze tak było, gdy znajdowałam się za blisko kogokolwiek, no cóż teraz właśnie wychodzi to, że od zawsze byłam wstydliwa i nieśmiała, jednak zawsze starałam się to ukryć, jednak jak mogę ukryć czerwonych policzków.
- Znając Ciebie, znowu byś coś sobie zrobiła - zaśmiał się, nie odzywałam się, jakoś nie wiedziałam co mam powiedzieć, w końcu postawił mnie przy mojej torbie z ręcznikiem. Wyjęłam z niej jakąś chustkę i zawiązałam sobie na stopie, tak, aby nie wdało się zakażenie i tak pewnie będę musiała iść z tym do higienistki, ubrałam się i ruszyliśmy w drogę, gdy byliśmy już praktycznie pod akademikiem, mój towarzysz się odezwał
- Pójdę z Tobą do higienistki - jego ton wskazywał bardziej na to iż jest to rozkaz niż prośba
- Nie trzeba, poradzę sobie - powiedziałam z uśmiechem, wchodząc po woli po schodach
- Taa widzę - mruknął, otwierając mi drzwi i idąc ze mną w stronę higienistki, przed drzwiami jednak się zatrzymałam, bez namysłu przytuliłam go lekko, jednak trwało to może z trzy sekundy po czym się odsunęłam - Słuchaj moja encyklopedio o wampirach idź do pokoju póki jeszcze jestem dobra - powiedziałam - Jak będzie Ci się nudzić to wpadnij do mnie, mam pokój rogu - powiedziałam praktycznie go pchając w stronę schodów
- No dobra - powiedział w końcu po czym ruszył po schodach w górę. Odetchnęłam z ulgą i zapukałam go pokoju gdzie powinna być higienistka, na szczęście usłyszałam jej piskliwy głosik. Weszłam zamykając za sobą drzwi
- Co Ci dolega dziecko? - zapytała mierząc mnie wzrokiem
- Byłam nad jeziorem i na coś nadepnęłam, wolałam przyjść się upewnić czy nie ma skażenia czy czegoś innego - usiadłam na krześle, pokazując kobiecie stopę, popatrzyła na ranę przez chwilę, po czym przemyła ją wodą utlenioną i zabandażowała.
- Nic poważnego, ale przez jakiś czas, staraj się na nic nie wchodzić - powiedziała ze śmiechem
- Nie mogę nic obiecać - odpowiedziałam - Dziękuje za pomoc - powiedziałam wychodząc z pokoju, słowo "dziękuje" ledwo co przeszło mi przez gardło, jednak tak chyba wypadało. Udałam się powoli do swojego pokoju po czym od razu opadłam na łóżko. Dopiero po 15 minutach stwierdziłam,że wypadałoby wstać i chociaż iść pod prysznic, żeby wymyć z siebie piasek, który był tam gdzie nie powinien. Szybko poszłam do łazienki biorąc prysznic. Siedziałam właśnie na łóżku bawiąc się w wiązanie bandaży, kiedy usłyszałam pukanie, już nie chciało mi się wstawać
- Proszę! - krzyknęłam odpowiednio głośno, tak aby osoba za drzwiami mogła mnie usłyszeć
( Satoru?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.