Błądziłam po lesie szukając jakieś dobrej kryjówki, co jakiś czas otarłam się specjalnie o drzewo, po czym zmieniłam kierunek, żeby go zmylić i zyskać na czasie, znalazłam mały dom, gdzie było biblioteczka, jednak szybko by mnie tutaj znalazł, zresztą każdy widząc takie miejsce by tutaj zaglądnął, chociażby z czystej ciekawości. Znowu poszłam w innym kierunku, minęło już trochę czasu więc chciałam wejść na drzewo i po prostu po nich skakać, wtedy by mnie tak łatwo nie wyczuł, jednak poczułam czyjąś rękę z tyłu, byłam wręcz przekonana, że to wampirek, którego znałam, właśnie mnie znalazł
- Dobra wygrałeś - powiedziałam niechętnie, odwracając się powoli, nie myliłam się był to wampir, którego już poznałam, jednak nie ten którego się spodziewałam
- Wiem, że wygrałem - powiedział wbijając się we mnie, jednak zdążył się jedynie wbić przeszył mnie ogromny ból, gdy obok pojawił się Satoru. Nie wiedziałam co robić, co powiedzieć, widziałam jedynie jak walczył z tym kimś, kimkolwiek on był... Wygrał? Chyba tak. Nie rozumiałam nic z tego co do mnie mówił, ale jeśli dobrze pamiętam, to czerpał energię z krwi, prawda? Nie chciałam teraz uciekać, zwłaszcza, że jakby nie patrzeć uratował mnie, nie wyobrażałam sobie tak po prostu go zostawić
- Nie - powiedziałam cicho, jednak stanowczo - Wiem, że mi nie zrobisz krzywdy i wiem czego potrzebujesz
- Zrobię Ci krzywdę - mruknął zaciskając zęby - Nie będę mógł się powstrzymać
- Bez ryzyka nie ma zabawy - wymruczałam cicho odgarniając włosy, tm samym dając mu jasne pozwolenie. Po chwili poczułam go za sobą, poczułam jego ciepłe dłonie, jego język który właśnie zlizywał jeszcze kapiącą mi krew. Moje serca biło jak szalone, a oddech znacznie przyspieszył. Po chwili poczułam lekkie ukłucie, nie takie jak jeszcze kilka minut było, to było znacznie mniej bolesne. Jednak samo "wysysanie" bolało cholernie, ale co dziwne, po chwili uczucie bólu minęło, a ja poczułam się błogo.
( Wyglądało to mniej więcej tak, chodzi o pozę )
Po jakimś czasie poczułam się dziwnie, dziwniej niż zawsze, nie znałam tego uczucia, o dziwno było ono nowe, zwłaszcza jak poczułam jego ciepły dotyk na swoim brzuchu
- Satoru już wystarczy - powiedziałam, jednak on jakby mnie nie słyszał, powtórzyłam to tym razem głośniej, jednak i to nic nie dawało - Satoru! - krzyknęłam wyrywając się, i znajdując metr od niego spojrzał na mnie nadal mając czerwone oczy, jednak już nie tak bardzo jak na początku, moje serce nadal biło mocno, dotknęłam miejsca, gdzie spływała mi krew, jednak rana nie była duża, a krew powoli ustępowała. Spojrzałam na chłopaka, który siedział, wbijając wzrok w ziemie
- Satoru... - wyszeptałam, jednak dalej pozostawałam w tym samym miejscu
- Mówiłem, żebyś uciekała, czy Ty zawsze musisz stawiać na swoim? - zapytał nawet na mnie nie patrząc
- Pomogłeś mi - powiedziałam jedynie, siedzieliśmy w ciszy - Nie...Nie dotykaj mnie tak więcej okej? Tylko o to proszę - powiedziałam ze słabym uśmiechem
- Piłem Twoją krew, cały czas mam ochotę żeby wypić jej jeszcze więcej, a Ty nie chcesz tylko tego... - powiedział nie rozumiejąc
- Długo historia, nie pora teraz na nią, wracajmy lepiej to akademika - wytarłam ostatnie krople z mojej szyi i wstałam
- Chce jej wysłuchać - powiedział poważnie, westchnęłam jedynie cicho
- Ale po tym pójdziemy do akademika tak? - kiwnął jedynie głową, co mnie zadowoliło, byłam już nieco zmęczona - Może zacznę od początku - oparłam się o skałę obok - Moja matka uciekła zaraz po porodzie, więc ojciec wychowywał mnie sam, przyprowadzał do domu różne kobiety, jednak z bratem od zawsze wiedzieliśmy, że nie należy brać ich na poważnie. Mijały lata, a on coraz bardziej dawał mi do zrozumienia, że mnie nie kocha, że mnie nie akceptuje. Według niego byłam tylko po to, aby stać w kuchni, do czasu.. - wzięłam głęboki oddech po czym kontynuowałam - Gdy miałam 15 lat, zostałam z nim sama w domu, bałam się, jednak starałam się to ukryć, siedziałam cicho u siebie by mu nie przeszkadzać, jednak to mu nie wystarczyło, przyszedł i wtedy pierwszy raz.... pierwszy raz mnie wykorzystał, później stałam się jego zabawką, miałam świecić tyłkiem przed jego kolegami, którzy byli napaleni i nawet nie zwracali uwagi na mój wiek, gdy mu się stawiałam po prostu mnie bił, zdarzało się, że traciłam przytomność, nawet to lubiłam, niczego wtedy nie pamiętałam. Gdy chciał to robić wyganiał brata z domu, żeby nic nie widział. - spojrzałam na niego - Dopiero po kilku miesiącach uciekłam, dlatego właśnie nie lubię jak ktoś dotyka mnie w ten sposób, chyba też dlatego jestem taka dla świata - chwyciłam się za rękę, zasłaniając włosami, aby ukryć zażenowanie - Proszę chodźmy już - mruknęłam jedynie. Satoru wstał ciężko, widziałam, że nadal się męczy, jednak wydawało mi się, że trochę mu ulżyło. Szliśmy w milczeniu do akademii, rozeszliśmy się dopiero przy pokojach
- Dobranoc - powiedział idąc dalej
- Dobranoc - powiedziałam cicho wchodząc do siebie, od razu poszłam do łazienki i wzięłam długi prysznic, miło było poczuć na sobie krople wody i zmyć z siebie resztki krwi. Na miejsce ugryzienia nalepiłam jedynie plaster, i położyłam się do łóżka. Obudziło mnie słońce, dzisiaj był dzień wolny mieliśmy iść z Satoru do miasta, jednak nie czułam się zbyt dobrze, bolała mnie głowa, byłam cała obolała. Chwyciłam telefon i wysłałam do chłopaka sms'a " Hej wiem, że mieliśmy iść dzisiaj do miasta, ale ja jednak dzisiaj sobie odpuszczę, jak chcesz to idź, tylko pochwal się później co kupiłeś. Tai" Nawet się nie przebierałam, tylko dalej leżałam w piżamie moje współlokatorki, gdzieś zniknęły, nie pytałam, gdzie po prostu cieszyłam się ciszą. Po chwili usnęłam. Obudziłam się w późne południe, a raczej obudziło mnie pukanie drzwi.
- Proszę - zawołałam siadając na łóżku
( Satoru? Wena po filmie zawsze dobra xD)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.