Troszeczkę inaczej wyobrażałem sobie przydrożny bar. Myślałem, że aż
tylu pijaków tu nie będzie i jednak będzie zobowiązywała jakaś kultura.
Nie mogłem tego Sekabe powiedzieć, bo by wyszło na to, że od początku
miała rację.
Moje rozbawienie nie miało końca, kiedy widziałem Sekabe podpierającą
się ściany i udającą, że wszystko jest w porządku i wcale nie jest
pijana.
Siedziałem na stoliku i wyczekiwałem aż kelner przyniesie mi kolejne
drinki. Rano zapewne będę tego żałować, mój portfel pewnie będzie
płakać, ale chyba warto było.
Niespodziewanie coś huknęło i to porządnie. Następnie usłyszałem wrzaski
i wiązankę przekleństw. Nie mogłem powstrzymać się od śmiechu, kiedy
dwóch mężczyzn zaczęło się bić, a najśmieszniejsze było to, że po pewnym
czasie wylądowali na moim stoliku i tam zaczęli się naparzać. W efekcie
zostałem cały oblany moją whiskey i w dodatku parę razy przez
przypadek dostałem. Odsunąłem się jak najprędzej od stolika i dopiero
wtedy uświadomiłem sobie, że Sekabe nie ma już dobrze ponad 15 minut.
Szybko ruszyłem do łazienki, przeczuwałem, że stało się coś złego, albo
postanowiła dać nogę mając mnie dość. To, co zobaczyłem w drzwiach od
łazienki przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Z mojej perspektywy
wyglądało, jakby grzeczna Sekabe obściskiwała się właśnie z jakimś
obleśnym typem. Dopiero po chwili zorientowałem się, że to nie jest jej
na rękę i to prędzej podchodzi po molestowanie, a nie igraszki.
Szybko podbiegłem do tego zboczeńca, odepchnąłem - chcąc nie chcąc
trochę za mocno - napastowaną towarzyszkę i podwinąłem rękawy. Kątem oka
widziałem, że jedna z kelnerek już się zajęła dziewczyną.
- Ej, spokojnie - wydukał. - Co, alfonsem tej małej jesteś? W takim
razie lepiej jej pilnuj, bo Mała ostra jest i zapewne już nie jeden
chciałby ją przelecieć. - zaśmiał się sucho.
Tego było za wiele. Nie zważając na zebranych się gapiów ruszyłem prosto
na tego gnoja. Miałem wrażenie, że zaraz mu nogi z dupy powyrywam.
Szkoda tylko, że nie wziąłem ze sobą scyzoryka, wtedy facet by już tylko
kwiczał. W międzyczasie zdążył mnie uderzyć w brzuch, chciałem zgiąć
się w pół, ale wiedziałem, że wtedy może mnie dobić, więc udawałem, że
nic mi nie jest. Potem dostałem w nos, bolało jak diabli, a krew zaczęła
mi lecieć ciurkiem. Na szczęście zboczeniec też nie wyszedł bez
szwanku. Miał wybite kilka zębów i rozcięty łuk brwiowy. Nie wiem jakie
miał obrażenia wewnętrzne, miałem tylko nadzieję, że jak największe.
Kiedy byłem o krok od uduszenia dupka, rozdzieliła nas obsługa, grożąc,
że jak nie przestaniemy to zadzwonią na policję. Wytarłem ręką nos i
zakląłem do niego.
Wypiłem łyk whiskey, ubrałem kurtkę i wziąłem roztrzęsioną Sekabe pod
rękę. Wyszliśmy z tego cholernego baru i spojrzałem jej w oczy.
- Czy... - zacząłem. - Czy on ci coś zrobił? - spytałem cicho. - Przepraszam. - wyszeptałem po chwili cicho.
<Sekabe? I co? Ja nie uratuję? xd>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.