niedziela, 22 lutego 2015

(Bal) Od Meian, CD ktoś

Jęknęłam w duchu, modląc się, żeby ten koszmar się skończył. Niemożliwe, niemożliwe, niemożliwe. Przed bramą naszej akademii zaczęły przybywać limuzyny, auta, motory, jak i karoce. Zastanowiłam się, jak konie wytrzymują spaliny i ogólne poruszenie, które na pewno nie pomaga im w zachowaniu spokoju i trzepnęłam się w głowę. O czym ja myślę w takim momencie? Mój problem był zaskakująco prosty - ubranie na ten cały pochrzaniony bal, na który umówiłam się z Zayn`em. Po zobaczeniu słowa ,,stroje wizytowe" dostałam praktycznie ataku epilepsji, zatrzasnęłam się w łazience na cztery spusty i przez dwanaście minut szorowałam twarz wodą i mydłem. Po całym, co prawda krótkim, ataku histerii była cała zaczerwieniona i lekko opuchnięta. Dzień potem nadal nie znalazłam rozwiązania na swój, dość osobiście oczywisty, problem. 
Sprawa pierwsza - nie posiadałam żadnej sukienki i nie zamierzałam żadnej założyć. Rozwiązanie problemu zajęło mi godzinę, ale udało mi się znaleźć jakiś sposób na wybrnięcie z sytuacji z honorem. I w ten sposób godzinę później miałam na sobie standardowy, męski garnitur, co prawda uszyty na wzór empi, przez co przypominał nieco średniowieczne stroje z epoki wiktoriańskiej. Włosy związałam w wysoki koński ogon, spinając je kilkunastoma spinkami, żeby nie opadały na dół. Przejrzałam się w lustrze i z zadowoleniem stwierdziłam, że gdybym siebie nie znała, spokojnie uznałabym siebie za chłopaka. Cóż, po raz pierwszy (nie, właściwie czwarty) w życiu cieszę się, że jestem płaska. Zdjęłam okulary i założyłam soczewki. Zamrugałam kilka razy, przywracając ostrość i wyszłam na korytarz, wpadając na kogoś.
- Przepraszam, moja wina - rzekłam z uśmiechem.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.