Czyli nie jest tak źle, skoro przyjęła pomoc ode mnie, to raczej mnie nie nienawidzi, więc współpraca powinna być tym przyjemniejsza. W denerwowaniu dziewczyny mogłem nazwać siebie mistrzem, ale z drugiej strony nie sprawiało mi to żadnej satysfakcji. Zupełnie inaczej było z irytowaniem Niemej Wiedźmy, czy kłóceniu się z Meian. Wziąłem portfel, na wszelki wypadek również słuchawki i poczekałem na dziewczynę przy ławce pod akademikiem. Po krótkim przywitaniu ruszyliśmy w stronę miasteczka, nie siląc się na nawiązanie jakiejkolwiek konwersacji. Doszliśmy do pierwszych sklepowych witryn, gdy w końcu zdecydowałem się przerwać milczenie.
- Czym się interesujesz? Co chcesz robić w przyszłości? Wiesz coś na temat Falochronów? - wyrzuciłem z siebie kilka pytań. Wątpiłem, żeby odpowiedziała twierdząco na ostatnie pytanie, ale po jej stylu walki mogłem dostrzec, że miała naturalne predyspozycje do bitew. Dwa pierwsze pytania miały zobrazować jej plany na tyle, żebyśmy mogli jak najszybciej rozpocząć właściwy trening. Mentorzy - ci prawdziwi, nie te szkolne podróbki - mieli obowiązek zapewnić podopiecznym możliwość dalszej nauki, jak i ulepszyć ich predyspozycje pod względem przyszłego zawodu. Tris poleciłbym wyjazd stąd, na ewentualne nauki, ale lepsza taka pomoc, tutaj, niż żadna.
<Spoko :3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.