- Zawsze, albo strzelałam z pistoletu, albo po prostu się biłam. Nie używałam innego rodzaju broni - odpowiedziałam. Gdy doszliśmy do sklepu, chłopak dał mi znak, żebym została na zewnątrz, a sam wszedł. Stałam i czekałam, a ręce powoli mi zamarzały. Feliks zadawał mi dużo pytań, a praktycznie na żadne z nich nie potrafiłam odpowiedzieć. Nigdy nie ćwiczyłam niczego innego, prócz rzucania nożami, strzelania z pistoletu, czy zwykłej bitwy. Nie rozumiałam, po co weszliśmy do tej karczmy. Nie nadawałam się do bycia czyjąś podopieczną. Miałam zbyt mało umiejętności i rozumu. A do tego moje stosunki z Feliksem, były... nie były pozytywne. Traktował mnie jak głupie dziecko. Wkurzało mnie to i wkurzało mnie jak mnie traktował - jak rzecz, ale chciałam się rozwijać i się zgodziłam, więc nie mogłam się poddać. Zastanawiałam się kiedy chłopak wróci, nie ukrywam, że miałam ochotę wejść do jakiegoś ciepłego pomieszczenia, bo kurtka skórzana to nie najlepsza kurtka zimowa, jednak było mi w niej wygodniej, niż w każdej innej. Wreszcie Feliks wyszedł ze sklepu i ruchem ręki ponaglił mnie żebym poszła za nim. Dogoniłam go i popatrzyłam na niego, musiałam odchylić głowę, bo chłopak był z trzydzieści pięć centymetrów wyższy.
- I co teraz? - zapytałam.
<Feliks?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.