Prawdopodobnie jestem kaleką życiową, która jakimś cudem zdołała ten tydzień przetrwać, choć nieco z marnym skutkiem. Kłótnia z Feliksem przeciągnęła się do dwóch dni, a ja nadal nie byłam w nastroju, na godzenie się z nim. Nie potrafiłam wykrzesać z siebie entuzjazmu, diabli mnie praktycznie brały. Kryształ, który urwał się z naszyjnika nie mógł zostać ponownie przytwierdzony, bez rozerwania łańcuszka. Aktualnie leżał na dnie szuflady, szczelnie zamknięty w pudełku, opatulony dla pewność kilkoma warstwami papieru. Bez niego wolałam trzymać się z daleka od innych, o kontakcie fizycznym nie wspominając. Medalik blokował większość emocji, które wyczuwałam za pomocą swojego daru, przyzwyczajona do jego noszenia już zapomniałam jak to jest, gdy zewsząd targają do mnie uczucia. Panowanie nad sobą przychodziło mi z pewnym trudem, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Przez cały tydzień, noc w noc otrzymywałam listy, przynoszone przez kruka, które bynajmniej nie podnosiły mnie na duchu. Zwykle zawierały tylko kilka słów, ale skutecznie wprawiały mnie w wyrzuty sumienia. Jęknęłam w duchu, orientując się, że na dodatek zgubiłam gdzieś bransoletkę. Pięknie!
Zmobilizowana do odnalezienia zguby ruszyłam na poszukiwania. Biblioteka była czysta, dwukrotnie przebiegłam się standardową ścieżką w lesie, którą zazwyczaj biegałam, no i przeszukałam cały akademik, ale nigdzie jej nie znalazłam. Wtedy zauważałam ogłoszenie na gablotce, odnośnie znaleziska. Uśmiechnęłam się, odetchnęłam z ulgą i skierowałam się w stronę pokoju Rogu, do którego zapukałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.