Jęknęłam w duchu, zatapiając smutki w muzyce i czekoladzie. Ten dzień jednak był spaprany, najpierw chrzaniony atak histerii, później chrzaniona akcja w pokoju, a dopiero była osiemnasta. Borze Wszechlistny, nie chcę wiedzieć, co będzie niespodzianką na wieczór. Przyjazd Jeźdźców Apokalipsy? Hah, czyli mogę praktycznie zamawiać trumnę. Może Feliks i Emmalice urządzą mi ładny pogrzeb? Z kwiatkami, takimi jakimiś ładnymi. Byle nie czerwonymi i białymi różami, są zbyt tandetne. O! Żółte mogą być, one są ładne.
Usłyszałam cichy szmer za drzwiami, wstałam z łóżka, wciąż z dużymi słuchawkami na uszach. Otworzyłam na oścież drzwi, dostrzegając Zayn`a, którego twarz była istnym obrazem poczucia winy. Chwila, co przed moim pokojem robi ten koszyk? Chwila, czy to papierosy? Nie mogąc się powstrzymać, zaczęłam się niekontrolowanie śmiać, powodując rumieniec wstydu u chłopaka.
- Bóstwo, w które nie wierzę, ty naprawdę myślałeś, że ja się wściekam na ciebie? Jest ok, naprawdę. To i tak była moja wina. Wszystko z tobą ok? - spytałam, w końcu przestając się śmiać, ale w moim głosie wciąż można wyczuć nieukrywane rozbawienie. - Możemy zacząć jeszcze raz? Meian jestem. - Wyciągnęłam w stronę chłopaka dłoń na powitanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.