- Ok - powiedziałam i popatrzyłam na zegarek. - Za niedługo zaczyna się bal. Musimy wracać
Feliks pokiwał głową i skierowaliśmy się z powrotem do akademii. I znowu ta przeklęta cisza. Nagle chłopak powiedział, dość głośno:
- Przecież mówiłem, żebyśmy zaczęli od zera, nawet się zgodziłaś! To czemu się teraz nie odzywasz?!
- Wiesz, nie jestem człowiekiem, który potrafi o wszystkim zapomnieć! Dla mnie jesteś, jak nauczycielem. Chciałeś sobie wyrobić taką opinię i sobie wyrobiłeś. Ja naprawdę nie mogę cię inaczej spostrzegać!
- Bo chciałem być twoim mentorem. A mentor to nie przyjaciel!
- No właśnie! Więc tak chciałeś i teraz się nie wkurzaj, że się boję cokolwiek powiedzieć! - zwykłe mówienie, przerodziło się w krzyk po obu stronach. Stanęliśmy już przed akademią.
- Czyli tchórzysz!
- Mów sobie, jak chcesz, Feliks. Ale następnym razem, spróbuj być ciutek milszy i nie oczekuj od ludzi, że od razu po zdaniu "zacznijmy od zera", będą dla ciebie mili i nie będą mieć żalu - krzyknęłam i weszłam do akademii, kierując się do pokoju. Tam chwilę ochłonęłam i się przebrałam. Potem zeszłam na dół.
<Feliks?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.