środa, 18 lutego 2015

Od Meian, CD Zayn

Borze Wszechlistny - mówiłam - nie kuś mnie, a on jeszcze specjalnie mnie prowokuje. Przysięgam, przecież ja - taka dobrze ułożona, słabowita, prostolinijna niewiasta, nie rzucająca podtekstów niczym kłód pod nogi wrogom, da! Jeżeli demokracja oznacza pokojową wojnę ze wszystkimi, to partnerstwo spokojnie można nazwać prowadzeniem przyjacielskich wojen, tfu. Nie wierzę, do czego to doszło? Co z moim cudownym postanowieniem, że nie zamierzam nawet sygnalizować zainteresowania prawiczkami, trzymając się osób, które mają już trochę na karku, łat na duszy, tatuaży na ciele, kolczyków na uszach? Przecież to nawet nie mój typ. Za niski, za przyjacielski, za skromny, za niewinny, zbyt emocjonalny. Dajcie mi arcyksięcia ciemności, Czarnego Pana czy jakiegoś nerda, ubijającego dla zabawy znajomych. Zaczynam dostrzegać idealność zdania ,,Chroń mnie przed przyjaciółmi, z wrogami doskonale dam sobie radę sam".  Hej, to wina Zayn`a, nie? Mógł nie rzucać tekstu o zielonych oczach, zacznę przeklinać empie (niewyżyte seksualnie) geny, że w ogóle rozważam dopiero co poznanego chłopaka jako partnera do łóżka. Chociaż nie takie rzeczy się robiło... Westchnęłam cicho, ale dalej prowokowałam chłopaka.
Prychnęłam w duchu, czując delikatne usta Zayn`a na moich. Przecież to się sensu nie trzyma. Zachichotałam, wyczuwając niepewność chłopaka. Jakie to słodkie, chyba właśnie ta słodycz mnie do niego przyciągała. Pogłębiłam pocałunek, ciesząc się, że miałam w tym dość spore doświadczenie. Zayn jęknął i nieświadomie rozchylił usta, co paskudnie wykorzystałam. Trudno, najwyżej będę się za to smażyć w piekle. Dziękowałam ogniom piekielnym, że mimo wysokiego wzrostu nadal byłam od niego niższa, gdy poczułam, że chłopak przycisnął mnie do ściany, nadal całując. Chyba zaraz padnę trupem ze śmiechu, nie wiem dlaczego, ale chyba stworzyłam właśnie potwora. Chociaż nie, doskonale wiem jak-gdzie-co-i-dlaczego. Gdy prawa ręka chłopaka znalazła się na moich biodrach, a druga próbuje wejść pod koszulkę, uderzyłam go w kolano. Odchylił się, mrucząc jak kot, następnie spojrzał na mnie z niezrozumieniem.
- Raz, że będziesz tego jutro żałował. A dwa, że nie zajmuję się rozdziewiczaniem prawiczków. Myślę, że lepiej będzie, jeżeli przestaniemy teraz, aniżeli miałbyś potem wyrzuty sumienia.- wyjaśniałam obojętnym tonem, starając się nie spoglądać w okolice spodni chłopaka, utrzymując z nim kontakt wzrokowy. Nie kuś, nie kuś, nie kuś. Zdałam sobie sprawę z absurdalności sytuacji i jęknęłam w duchu. Borze Wszechgłuszący, chyba nieświadomie użyłam empatii. Oczy chłopaka rozszerzyły się, jakby zdając sobie sprawę z tego, co przed chwilą zrobił. Jęknęłam po raz kolejny, tym razem na głos, wyrzucając z siebie wiązanki przekleństw.
- Przepraszam - wymamrotałam i odsunęłam się od chłopaka.
- Za co? Hej, co jest? - spytał się, gdy złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę drzwi.
- Musisz iść, pa, żegnam, do widzenia, arrivederci, bon voyage i tak dalej, i tym podobne, miłego dnia - wymamrotałam, wypychając go za drzwi. 
Cóż, mało kulturalnie, ale czasem trzeba. Jestem jednak idiotką, idiotką, ja nie mogę! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.