piątek, 20 lutego 2015

Od Feliksa, CD Tris

Stało się - zgłupiałem do reszty, biorąc na podopieczną dziewczynę, która była swoją drogą tępa, jak te noże, które rozdają na stołówce do posiłków. Gdzie, do jasnej anielki, podziały się charakterystyczne sztylety czy dobrze naostrzone widelce? Jęknąłem w duchu, następnie ruszyłem w stronę sali treningowej, gdzie poczekałem na dziewczynę. Jeden rzut oka wystarczył mi, żeby zorientować się, że jest wściekła. Wzruszyłem ramionami, tym gorzej dla niej, emocje i wściekłość będą ją rozpraszać w trakcie walki, ale skoro chce, to niech ma. Stanęliśmy naprzeciwko siebie, ukłoniliśmy się z szacunkiem, a zaraz potem odskoczyłem przed pierwszym ciosem Tris. Nasza walka przypominała pierwszy test, jaki jej zrobiłem. Rzucała się we wściekłości, starając się mnie dosięgnąć. Dla niej stało się to niczym wyzwolenie z nadmiaru emocji. Westchnąłem cicho, odpierając bez problemu każdy jej atak. Dziesięć minut po rozpoczęciu upadła z krzykiem na tyłek, uderzając boleśnie plecami o podłogę. Po raz kolejny westchnąłem, kręcąc z niedowierzaniem głową. A trzeba było jej nie brać! Pf, mogłem poprosić Niemą Wiedźmę, Meian czy choćby Mokrą Wiedźmę? Chociaż, jak na razie jeszcze jasno się w tej kwestii nie wyraziłem, choć w myślach już nazywałem dziewczynę ,,swoją podopieczną". Trudno, póki dyrektorka nie zauważy, nic mówić o tej sprawie nie będę. Rozpoczęliśmy walkę na nowo i cała zabawa w kotka i myszkę wróciła do punktu wyjścia. Zanim skończyliśmy dziewczyna padła dziewięć razy, w ciągu trzech godzin. Cóż, w sumie nie było tak źle, mogło być gorzej. Oparła się plecami o ścianę, zsuwając się wzdłuż niej, zakrywając rękami skaleczenia na nogach, których nabawiła się od ciągłych upadów i potknięć. Podałem jej butelkę wody, którą przyjęła bez słowa i od razu wypiła kilka łyków. Widać było jak na dłoni, że jest całkowicie padnięta. Strzelałem, że jutro nie będzie mogła z powodu zakwasów wstać z łóżka.
Zmrużyłem oczy, obserwując jak kot, każdy, najmniejszy jej ruch. Analizowałem, kalkulowałem, obliczałem jej możliwości, kiwając przy tym głową i mrucząc pod nosem jakieś pozornie nic nie znaczące dane.
- Postanowione, jutro po szkole zabieram cię do miasta. Zaczniesz trenować o wiele bardziej zawiłą i piękną sztukę niż jakieś uliczne bijatyki, słyszałaś kiedyś o Bitwach na Falochronach? - spytałem, znając odpowiedź. Wtajemniczonych w bitwy dało się poznać na pierwszy rzut oka, wątpiłem, żeby nawet Mokra Wiedźma została o nich poinformowana. - Po balu pojedziesz ze mną na walki pokazowe, także lepiej nie szalej w noc imprezy, żebyś rano była ogarnięta i nie skacowana.
- Nie będziesz mi mówił, co mam robić! Ja nie mam nic do powiedzenia? - burknęła pod nosem.
- Nie pytałem cię o zdanie, tylko stwierdziłem fakt. - Wzruszyłem ramionami. - Już późno, powinnaś odpocząć, wstawaj - wyciągnąłem w stronę dziewczyny dłoń, chcąc pomóc jej się podnieść. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.