środa, 25 lutego 2015

KONKURS WALENTYNKOWY SILI

   Chowając połowę twarzy za książką, którą trzymałam w dłoniach, moimi niebieskimi oczami przyglądałam z ciekawością, co robiła Meian. Tak się cieszyłam, że Nozomi zgodziła się ze mną zamienić pokojami. Może i użyłam powodu z szufladki "Silia, Emmalice i ich kłótnie", - nie, żebym ciągle ją o to dręczyła, używając wszystkich znanych mi argumentów, skądże - ale nie skłamałam. To była jedna z przyczyn, a na najważniejszy właśnie się patrzyłam (czyt. gapiłam się jak ciele na malowane wrota). Na początku Flower odmawiała zamiany, ale po dziesiątej czy tam trzynastej próbie się udało, a jednak mam jakąś namiastkę szczęścia.
   Szybko zniżyłam wzrok na wysokość tekstu, który drobnym druczkiem widniał na papierze i starałam się nie zwracać uwagi na to, że brunetka na mnie spojrzała. Po jakimś czasie, gdy uznałam, że już na mnie nie patrzy, wyjrzałam nieśmiało znad lektury, żeby na nią zerknąć, ale palące rumieńce pokryły moje policzki, kiedy napotkałam zielone tęczówki. Nie dość, że zaczęłam wpatrywać się w nią jak zahipnotyzowana, to jeszcze zostałam na tym przyłapana.
   - Coś nie tak? - spytała dziewczyna, a ja gwałtownie zaprzeczyłam ruchem głowy, starając się przywrócić twarzy normalny kolor. W tle słysząc jej chichot, schowałam się na powrót za książką, a moja buzia zdawała się być jeszcze bardziej czerwona niż wcześniej.
   Z ulgą stwierdziłam, że nie czułam ciepła na policzkach, co oznaczało, że rumieńce zniknęły i postanowiłam się w końcu odezwać. Odłożyłam książkę, już otwierając usta, żeby coś powiedzieć, ale zaraz je zamknęłam, słysząc skrzypienie drzwi, a w głowie wymieniałam wszystkie znane mi przekleństwa. Powstrzymując chęć rzucenia pierwszą lepszą rzeczą w wchodzącego do pomieszczenia osobnika, który śmiał mi przeszkodzić. Spojrzałam na Feliksa spode łba, kiedy rzucił kilka słów w stronę Meian i obydwoje wyszli z pomieszczenia.
   Chwyciłam poduszkę i schowałam w niej twarz, a z moich ust wydostał się cichy krzyk frustracji. Mój umysł podsuwał obraz mordowanego na sto tysięcy sposobów czarnowłosego, czemu akurat teraz? Nie mógł przyjść godzinę lub dwie później? Albo mógł w ogóle nie przychodzić! Że też moja miłość do dziewczyn znowu się objawiła, najwidoczniej się myliłam, myśląc, że już nikogo nie będzie po Doll. Potrząsnęłam głową, odganiając myśli o białowłosej. Weź się w garść, Juliet. Jutro porozmawiasz z Mei i przyłóż się do tego, do jasnej anielki!

***** 

   Emmalice i Silia przyglądały mi się z nieskrywanym zaskoczeniem, cóż, nigdy nie było we mnie tyle pokładów złości. Na ogół byłam spokojną osóbką, ale teraz musiałam na czymś wyładować, więc pożyczyłam od kuzynki łuk i strzały, które po kolei trafiały w środek prowizorycznego celu, zaś w mojej wyobraźni był to Feliks. Nie powiem, najchętniej bym go zamieniła w jeżozwierza albo udusiła, ale hamowałam swoją chęć mordu. Chociaż patrząc na umiejętności chłopaka, to ja prędzej zginę z jego ręki, niż on z mojej.
   Od tygodnia ten idiota zabierał mi brązowowłosą sprzed nosa i teraz byłam na sto procent pewna, że wiedział w jaki sposób na nią patrzę, bo tutaj niczym się nie różniliśmy. Ja i on czuliśmy do niej mięte, a chłopak najwidoczniej za nic w świecie nie chciał, żeby Mei przebywała ze mną dłużej niż to konieczne. Ugh! Mamrocząc pod nosem, puściłam cięciwę, a strzała trafiła idealnie w szyszkę, którą przeszyła na wylot. Jeśli chciał się tak bawić, proszę bardzo. Przyjmuję twoje wyzwanie, Panie Rekord. Oddałam rzeczy Alice i skierowałam się w stronę akademiku. Jak działać to od razu!
   Szybko znalazłam się na czwartym piętrze budynku i weszłam do pokoju Tajemnic, lustrując go wzrokiem. Nikogo, oprócz Meian tam nie było. Uroczy uśmiech rozświetlił moją twarz na ten widok i bez ostrzeżenia skoczyłam na łóżko obok brunetki. Zgarnęłam zbłąkany kosmyk granatowych włosów za ucho, a w moich oczach można było dostrzec figlarne iskierki.
   - Meian, spędź ze mną dzisiejszy dzień - poprosiłam z oczkami kota ze Shreka. Z ogromną przyjemnością przyglądałam się, jak zdezorientowana mina dziewczyny przeradza się w szeroki wyszczerz. Poczułam jak moje serce wykonuje podwójne salto, a w brzuchu do lotu zrywa się tysiące motyli. Gdybym tylko miała jakieś umiejętności plastyczne, pewnie wyjęłabym szkicownik i zaczęła uwieczniać ten obraz na papierze, ale jako, że ze mnie artysta marny, starłam się zapamiętać ten uśmiech na wieczność.
   - Jasne - odpowiedziała, a ja powstrzymałam się, żeby nie zacząć piszczeć jak mała dziewczynka, która właśnie miała rozpakować prezent od Świętego Mikołaja. Obydwie odwróciłyśmy się w stronę drzwi, słysząc pukanie, a ja starałam się, żeby mój wyraz twarzy nie mówił "Kogo diabli niosą?". Zaklęłam w myślach, widząc Feliksa, który szczerzył się jak głupi do sera i ignorował moją obecność, koncentrując się na Meian. Nie słuchałam wymiany ich zdań, po prostu czekałam aż zechce ją zabrać z pokoju. Wyczułam jak współlokatorka się podnosi, ale ja zacisnęłam palce na materiale jej bluzy, rzucając wyzywające spojrzenie czarnowłosemu. Nie miałam zamiaru się ot tak poddać! Oplotłam rękami ramię brązowowłosej, wstając razem z nią, nie zwróciłam najmniejszej uwagi na zdziwienie w jej oczach.
   - Meian, idziemy? - spytał się, chwytając ją za bark, jednak nie spuszczał ze mnie gniewnego wzroku, dając mi do zrozumienia, że powinnam puścić Meianell, bo źle się to dla mnie skończy.
   - Powiedziała, że spędzi ze mną dzień - wyprzedziłam Mei, piorunując go wzrokiem i ani myślałam, jej puszczać. Z moim wzrostem i lichym ciałem nie miałam najmniejszych szans w starciu z Feliksem, który był ode mnie o dobre trzydzieści centymetrów wyższy, jak nie więcej, ale! Skoro już mi się udało przed nim ją sobie zarezerwować, to czemu miałabym z tego rezygnować?
   - Nie ciebie się pytałem - warknął, tracąc już cierpliwość. Tupnęłam porządnie zdenerwowana nogą o podłogę, gotowa rzucić się na niego z gołymi rękoma. Na usta cisnęło mi się kilka ciekawych obelg pod jego adresem, ale zatrzymałam je dla siebie.
   - Feliks, zgodziłam się z nią spędzić dzień. - Powstrzymałam okrzyk tryumfu, a potem pokazałam chłopakowi język, nie zastanawiając się nawet nad tym, że moje zachowanie jest godne dziecka. Zarejestrowałam kątem oka, jak dłoń czarnowłosego zaciska się w pięść, chyba ktoś się wkurzył.
   - Kocham cię, idiotko! - wypalił, wyrzucając ręce w górę, a jego spojrzenie było utkwione w dziewczynie. Mimo, że od początku to wiedziałam, poczułam się, jakby ktoś wylał mi na głowę kubeł zimnej wody. Zerknęłam na samą zainteresowaną, a w moje serduszko zaczęły się wbijać małe igiełki, kiedy zobaczyłam w jej oczach coś na kształt szczęścia. Bolało jak cholera. Wbiłam wzrok w czubki swoich butów, a grzywka zasłoniła mi część twarzy. Czy to oznaczało, że zostałam odrzucona już na starcie? Jeśli nic nie powiem, to się nie dowiem. No to let's go, Juliet! Dasz radę.
   - Też cię kocham, Mei. - Spojrzałam na nią z bladym uśmiechem, obserwowałam z uwagą, jak zaskoczenie maluje się w jej zielonych tęczówkach, które tak lubiłam. Czekałam aż padnie wyrok, ale ona najwidoczniej jeszcze przetwarzała dwie nowe informacje. Feliksa też zatkało, jednak o wiele mniej niż mój obiekt uczuć.
   - Przecież, ty ją poznałaś niedawno, więc czemu? - wydusił z siebie, mordując mnie wzrokiem.
   - Mam takie samo prawo ją kochać, co ty, Feliks. - Wzruszyłam ramionami, a mój chłodny ton mógł się równać z temperaturą na Antarktydzie. Moje serce biło straszliwie głośno i szybko, aż się dziwiłam, że nikt go nie słyszy. Mimo, że nadal mnie bolało, to osiągnęłam swoje dwa cele. Wyznałam uczucia Meian, a czarnowłosy się przymknął, nie wiedząc, jak mi odpyskować. Puściłam dziewczynę, kiedy w końcu sobie wszystko przyswoiła. Nawet za nim się odezwała, ja wiedziałam jaka będzie odpowiedź.
   - Juliet, zostańmy przyjaciółmi? - spytała niepewnie. Moje alter ego nakazywało mi nie płakać, co z trudem mi przychodziło, bo czułam jak moje serce powoli zamienia się w tysiące rozbitych kawałeczków. Ku ich zdziwieniu, uśmiechnęłam się, co kosztowało mnie dość dużo wysiłku. Później będę się nad osobą użalać, na razie zrobię dobrą minę do złej gry. W głowie nadal miałam szeroki wyszczerz dziewczyny, dobijało mnie to i jednocześnie rozprzestrzeniało we mnie jakieś ciepło. Cofnęłam się o krok, od tej niczego nieświadomej, co mam zamiar zaraz zrobić, dwójki.
   - No to przyjaciele, ale... - zaczęłam i skoczyłam, uwieszając się na jej szyi, by ją pocałować delikatnie w usta. Powstrzymałam się przed mruczeniem, smakowała czekoladą, którą tak uwielbiałam. Uśmiechnęłam się, widząc zaskoczenie na twarzach ich obu, szkoda, że nie mogę sie tym zbyt długo nacieszyć. Odkleiłam się od niej, unikając dłoni Feliksa, który zapewne chciał mnie zabić i wyszłam z pokoju. - ... To jutro, gdy się obudzę - powiedziałam, śmiejąc się cicho pod nosem i zostawiłam ich samych.
   Gdy tylko zniknęłam za rogiem z ich pola widzenia, puściłam się biegiem, chcąc znaleźć jakąś kryjówkę, w której nikt nie będzie mnie szukać, ale już po kilku chwilach na kogoś wpadłam. Uniosłam głowę w górę, napotykając twarz Jacka, który przyglądał mi się ze zmartwieniem. Patrzenie na niego, nawet jeśli byliśmy odmienej płci, przypominało trochę jak wpatrywanie się w lustro. Tylko, że on nie chciał płakać, on się o mnie martwił.
   - Juli, wszystko w porządku? - Obraz brata rozmazał mi się przed oczami, a po policzkach pociekły pierwsze słone krople.  Nie siliłam się na ich ścieranie, tylko stałam tam i gapiłam się na niego, płacząc z uśmiechem. Moje granatowe włosy zaczęły się przyklejać do policzków, a błękitne oczy były zapłakane, łzy płynęły małymi strumyczkami, musiałam wyglądać koszmarnie.
   - Zostałam odrzucona - powiadomiłam go, a on nie pytając, wyjął chusteczkę pozbywając się łez, przez co rozryczałam się jak małe dziecko i rzuciłam się w objęcia bliźniaka, który będzie zmuszony znowu mnie pocieszać. Po Doll już go chyba nic nie zaskoczy, dramat warty oskara. Na samo wspomnienie o białowłosej, wybuchłam jeszcze większym płaczem. To będzie dłuuugi dzień.

*****

   Pociągając nosem wróciłam do pokoju po ciszy nocnej. Jack mnie pocieszał z dobre pół dnia, a potem zostawił samą, gdyż go o to poprosiłam. Musiałam się uspokoić, a do tego potrzebowałam samotności. Nie dość, że znowu wylałam morze łez w szklarni, gdzie na moje szczęście nikogo nie było. Jednak dzięki temu czułam ulgę, mimo, że małe igiełki ciągle dawały o sobie znać, wbijając się głębiej w moje serce, jakiejś części mnie ulżyło.
   Rozejrzałam się po ciemnym pomieszczeniu, a mój wzrok zatrzymał się na brunetce, która spała, co było rzadkością. Prowadzona dziwnym impulsem, wślizgnęłam się pod kołdrę obok i wtuliłam się w nią. Wiem, mówiłam, że zostaniemy przyjaciółkami, ale dopiero jutro, znaczy się dzisiaj, jak się obudzę. Opuściłam powieki, chcąc zasnąć spokojnym snem, a nad tym wszystkim chciałam pomyśleć kiedy indziej.
   - Mimo wszystko i tak cię kocham, Mei. - mruknęłam sennie, za nim odpłynęłam do krainy snów, przytulając się do brązowowłosej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.