piątek, 20 lutego 2015

Od Azara, CD Ktoś?

Azar nigdy nie przepadał za porą lunchu. Stołówka była wtedy głośna i pełna ludzi – i nie tylko – co często wywoływało u niego późniejsze migreny. Z natury był osobą raczej cichą i spokojną, i wolał zaszyć się w swoim gabinecie niż narażać swój czuły słuch i jeszcze czulszą głowę na hałas i gwar, w jakim pogrążało się pierwsze piętro w przerwie między lekcjami. Z zasady więc starał się unikać konieczności przebywania w jednej wielkiej klatce dla małp, jaką stawała się akademicka stołówka między godziną dwunastą a czternastą w każdy dzień powszedni, i w soboty także.
Na jego nieszczęście akurat dziś zmuszony był wypełznąć ze swojego wygodnego, wypełnionego przytłumionym światłem słonecznym wpadającym przez wysokie okna i zapachem starych ksiąg – najpiękniejszym zapachem, jaki według Azara istniał na tym świecie – gabinetu i ruszyć do stołówki, wystawiając przy tym na niebezpieczeństwo swoje neurony i zdrowe zmysły.
Szczęście w nieszczęściu, nie miał daleko. Wystarczyło przejść się trochę po budynku i dziedzińcu, a już było się w akademiku. Azar świetnie pamiętał, jakie wrażenie zrobiła na nim ta budowla pierwszego dnia. Dziś nie reagował już na nią tak, jak wtedy; wciąż był tą samą typową artystyczną duszą i przez lata nie stracił ani trochę ze swej niebywałej wrażliwości na otaczające go piękno, ale nauczył się trzymać swój zachwyt w sobie i nie pozwalać mu uciec. Tak było lepiej. Dla niego samego i jego otoczenia.
Hałas dobiegający ze stołówki słychać było już na korytarzu. Mężczyzna westchnął z rezygnacją i wślizgnął się do środka przez duże, dwuskrzydłowe drzwi. Natychmiast jego uszy wypełnił gwar rozmów, śmiechów, pokrzykiwań, szczękających sztućców, pobrzękujących talerzy i szurających po posadzce krzeseł. Azar zatrzymał się na chwilę tuż przy wejściu, lekko zamroczony tą nagłą zmianą otoczenia. Miał ochotę po prostu odwrócić się na pięcie i wyjść, wrócić do siebie i zaszyć się gdzieś w kącie z książką. To zawsze była jego pierwsza i najlepsza reakcja obronna w walce z rzeczywistością. Osoby takie jak on z natury nie potrafiły stawić rzeczywistości czoła, uciekały więc do świata fantazji i marzeń. Ale teraz przyszło mu się z nią zmierzyć, i nie miał zamiaru tak po prostu czmychnąć.
Udało mu się wypatrzyć w tłumie jedną ze swoich uczennic. Dziewczyna była z Wydziału eteru i zdecydowanie należała do typu osób „zdolnych ale leniwych”. Zawaliła już niejedną kartkówkę, nie odrabiała prac domowych, na testach szło jej coraz gorzej, a do tego już kilkakrotnie tak po prostu nie pojawiła się na lekcji. Azar próbował znaleźć ją w czasie zajęć, ale nadzwyczaj dobrze się przed nim ukrywała, więc by z nią porozmawiać wszedł w sam środek pszczelego roju za jaki uważał stołówkę. Nie miał zresztą większego wyboru – przemówić jej do rozumu to był jego nauczycielski obowiązek.
I już-już miał wyciągnąć ją ze stołówki na korytarz, kiedy powietrze tuż przed jego twarzą przecięła z sykiem zielonkawa smuga światła, wyraźnie jedno z zaklęć, których niedawno uczył się pierwszy rocznik. Azar zdołał odskoczyć i uniknąć utraty połowy nosa tylko dzięki swemu szybkiemu refleksowi. Zaklęcie uderzyło w przeciwległą ścianę i roztrysnęło się na miliony zielonych iskier, nie czyniąc nikomu krzywdy, ale nawet mimo to w mężczyźnie krew się zagotowała. Zacisnął pięści i już chwilę później stał z surową miną nad niesforną uczennicą, krzyżując ręce na piersi. Gniew szybko z niego uleciał, pozostały jednak dezaprobata i rozczarowanie postawą młodej wiedźmy.
- Możesz mi wyjaśnić, co to miało znaczyć, młoda damo? – spytał lodowatym tonem.

<Anyone? Wszyscy lubią niegrzeczne dziewczynki. Wszyscy poza naŁuczycielem literatury. C: >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.