- Muszę kupić sukienkę na bal - skrzywiłam się na myśl, że muszę iść do sklepu i przymierzać sukienki, co dla mnie jest największą na świecie karą. - Niestety.
- Myślałem, że każda dziewczyna lubi chodzić na zakupy.
- Źle myślałeś. Nie jest jedną z typowych dziewczyn, które chodzą codziennie na zakupy i chodzą z tapetami na twarzy. Zgaduję, że nie kręci cię chodzenie na zakupy, więc spotkajmy się tutaj za półtorej godziny - powiedziałam. Chłopak kiwnął głową i rozeszliśmy się. Weszłam do pierwszego napotkanego sklepu odzieżowego. Było wystawione miliard sukienek, ale żadna nie była dla mnie, bo były, albo takie które kobiety nosiły w średniowieczu, albo kolorowe, albo bufiaste. W trzech sklepach było tak samo. Miałam dość. Najchętniej poszłabym w dresie i tenisówkach, a nie w sukience. Aż wreszcie w piątym sklepie, znalazłam zwykłą czarną sukienkę sięgającą do kolan z koronkowymi rękawami. Podeszłam z nią do kasy zapłaciłam i wyszłam ze sklepu.
- Mogę pójść w sukience, ale nikt mnie nie zmusi, żebym poszła w butach na obcasie, bo się zabiję - pomyślałam mijając sklepy z butami. W końcu doszłam w umówione miejsce, chwilę poczekałam i przyszedł Feliks.
<Feliks?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.