piątek, 20 lutego 2015

Od Tris CD Feliks

- Jasne - odpowiedziałam. Dziewczyna stojąca obok Feliksa, chyba Meian zachichotała i zarzuciła nam ręce na ramiona.
- To co, uczcimy to na jakiejś kawie? - Zapytała. Parsknęłam śmiechem, gdy chłopak spiorunował Meian wzrokiem.
- Może innym razem. Muszę coś załatwić - odpowiedziałam, pożegnałam się i wyszłam z sali. Skierowałam się do pokoju, żeby się spakować. Na weekend jechałam do swojego rodzinnego miasta, bo była rocznica śmierci mojej mamy. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, a potem pojechałam autobusem do miasta kupić znicze i kwiaty. Miasto w którym mieszkałam to straszna rudera, nie ma tam nawet sklepu ze zniczami, czy wkładami do zniczy. Późnym wieczorem wróciłam do pokoju i poszłam spać.

* Następny dzień*
Była godzina szósta rano, a ja już siedziałam w pociągu. Pojechałam najwcześniejszym pociągiem, jazda do miasta trwa cztery godziny, a potem muszę się przesiąść w następnym którym jadę dwie godziny. Gdy wreszcie dojechałam do hotelu, poszłam na cmentarz. Umyłam grób mamy, wyrwałam chwasty, zapaliłam znicze, włożyłam kwiaty do wazonów. Cała praca zajęła mi cały dzień, gdy już się ściemniało postanowiłam wrócić, ale po drodze coś mnie tknęło i postanowiłam, na krótką chwilę podejść do grobu ojca. Był zwykły, nie miał żadnego napisu i chyba tym wyróżniał się wśród innych. Nigdy nie chciałam patrzeć na ojca, rozmawiać z nim, czy nawet mieszkać w pobliżu. Zabił moją matkę, a ja nie byłam w stanie mu przebaczyć. Myślałam, że po jego śmierci, będę szczęśliwa, będę się czuła wolna, ale tak się nie stało. Nie jestem smutna, za dużo krzywd mi wyrządził, żebym mogła poczuć, choć ukłucie smutku. Po chwili siedziałam już w hotelu i oglądałam jakąś marną komedię. Po godzinie filmu wyłączyłam go i poszłam spać. Na następny dzień o godzinie siódmej siedziałam w pociągu i wracałam do akademii.

* Poniedziałek*
Weszłam do sali, gdzie miała się odbyć literatura, chwilę później przyszła nauczycielka. Zaczęła rozdawać zeszyty, sprawdzała interpretację wiersza. A ten brzmiał tak:
Ciemność...
Pustka...
Załamanie...
Ściga mnie potwór zwany życiem...
Plecie swą ogromną pajęczą sieć
I tylko czeka na bezbronną osobę
Zbyt słabą by się bronić...
Złapał mnie... świat...
Wgryza się we mnie jak zaplątaną w sieci muchę...
Pożera mnie, wgryza się we mnie coraz głębiej i głębiej...
Nie widzę już jasności...
Nadzieja prysła...
Płomień zgasł...
A świat wgryza się we mnie...
Pożera mnie...
W całości...
Do granic...
Ja już nie istnieję...
No, a ja zinterpretowałam go tak:
Podmiot liryczny opowiada o życiu. Mówi, jakie straszne jest życie, że jest ono potworem, że w czasie żywotu się załamujemy, że jest nam ciężko, ponieważ ktoś, kogo kochaliśmy może umrzeć, albo jeszcze gorzej, gdy kogoś nie kochaliśmy, a umarł i i tak czujemy pustkę. Mimo że kogoś nienawidziliśmy, czujemy ukłucie tęsknoty za nim, jest nam trudno dalej żyć, mimo że ten ktoś wyrządzał nam krzywdę. Życie nie oszczędza nas, a my jesteśmy zbyt słabi, żeby to wytrzymać i się obronić. Dlaczego tacy jesteśmy? Bo tacy chcemy być. Podmiot mówi, że już nie dał rady, że życie złapało go w swoje sidła i umarł. Może z depresji, może ze smutku, może po prostu źle żył i Bóg postanowił, żeby umarł. Nie wiadomo, nikt nie wie co go czeka. A życie powoli nas niszczy, ludzie się wyśmiewają, a wyśmiewani popadają w depresję i przychodzą im do głowy myśli samobójcze. W końcu życie wszystkich nas zabije i nie zostanie nikt.
Popatrzyłam na ocenę pod interpretacją. Widniała tam dwójka. Po lekcji podeszłam do nauczycielki.
- Mogę wiedzieć, dlaczego dała mi pani dwóję?! - warknęłam.
- Źle to zinterpretowałaś.
- Ale przecież każdy inaczej rozumie wiersze. To, że pani wyczytuje z tego wiersza, że podmiot opowiada o kwiatkach na łące, to tylko i wyłącznie pani sprawa.
- Przykro mi, ale żaden klucz odpowiedzi nie mówi, że mogłaby być taka odpowiedź.
- Klucz odpowiedzi?! - krzyknęłam. - Przecież to nauczyciele mają sprawdzać, a nie klucz odpowiedzi. Ale nauczycielka zignorowała mnie i wyszła. A ja idąc do pokoju zirytowana, zauważyłam Feliksa zbliżającego się do mnie.
- Bądź za dwie minuty na sali.
W pokoju się przebrałam i poszłam do wskazanego miejsca.
- Powiedz, że będziemy walczyć - popatrzyłam na chłopaka. W tej chwili byłam tak zirytowana, że mogłabym rozwalić głaz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.